piątek, 6 lutego 2015

Chapter 18.

Nikt nie chce kochać,
wszys­cy kochać boją się,
 a każdy chce być kochany.

*G*

Kolejna noc, która została wpisana do tych nieprzespanych. Znów natłok cholernie dobijających go myśli. Ponowne zadręczanie się o to, co miało miejsce w przeszłości. Kolejny raz widział ją, gdy tylko zamknął oczy albo spojrzał na głupie drzwi. Wydawało się, że ona tu jest i, że patrzy na niego. Że czuwa nad nim i jego losem, jak mały Anioł Stróż. Ponownie wyobrażał sobie, co by było, gdyby teraz tu była. Gdyby byli razem tak, jak te głupie pół roku temu. Tak, to już pół roku, a on nadal jest w proszku. Wciąż się gnębi, wciąż odnajduje w sobie winę, wciąż rani się myślami. 
Oszalejesz przez te myśli. Gregor, ogarnij się. Zrób to dla niej, jak nie możesz tego zrobić dla siebie. Ona na pewno nie chciałaby, byś się dręczył. Byś robił z siebie najgorszego. Ona pragnęłaby twojego szczęścia. Chciałaby, byś znalazł miłość. Byś się zakochał bezgranicznie w kimś kto na to zasługuje. Byś na nowo otworzył swoje serce. Ja rozumiem, że jest ci ciężko. Że w tym sercu masz miejsce dla Sandry, ale czy to już nie czas? Czy to nie najwyższa pora na zmiany?
Skoczek z westchnięciem przekręcił się na drugi bok. Jego podświadomość powtarzała te słowa w kółko, ale on nie potrafił się nimi kierować. Może gdyby Sandra powiedziała mu takie słowa prosto w oczy.. Może wtedy otworzyłby się na ludzi i miłość. Ale teraz nawet nie ma dla kogo, by to zrobić.
Jak to nie? A Sophie? Spodobała ci się. Widać, jak na nią patrzysz i z jaką fascynacją to robisz. Imponuje ci jej styl bycia i życia. To, że mimo trudności losu, nadal jest twarda. Może nie wiesz o niej wszystkiego, a raczej większości, ale.. Spójrz, jesteście podobni. Szukaj jej, zawalcz, przekonaj do siebie.. Potrafisz to zrobić, Greg. Tylko uwierz w swoje siły i zdolności.
Podświadomość była jedynym jego przyjacielem. Opieprzała go wtedy, kiedy było trzeba. Nawet wtedy, kiedy było nie trzeba to też to robiła. Mógł na niej polegać, ale męczyły go jej dobre rady. Rady, których nawet nie jest w stanie spełnić. 
Jak ty wymyślasz Schlierenzauer! Gdybym mogła to wyszłabym z ciebie i nakopała do tyłka byś tylko coś zrozumiał. Jak z dzieckiem. Albo i gorzej.
Podniósł się do pozycji siedzącej. Po plecach przeszły go ciarki, bo zimno spotkało się z jego rozgrzanymi plecami. Zadrżał. Następnie zerknął w drzwi i znów wydawało mu się, że ją widzi. Znów z kubkiem, w szlafroku i z promiennym uśmiechem. 
Pokaż, że jesteś silny. Schlierenzauer się nie poddaje. NIGDY. 
Zacisnął dłonie na niebieskiej pościeli i spojrzał na miejsce obok. Kiedyś zajmowała je Sandra. Jej blond włosy układały się w taki sposób, że poduszka była ledwo widzialna.
Gregor, do cholery!
Pokręcił głową, by otrzeźwić umysł. Zdecydowanie za dużo myślał o tym, co było, ale to nie jego wina. Myśli same nawiedzały jego głowę  go wykańczały. Potrzebował kogoś kto byłby obok niego w każdej porze dnia i nocy, w każdej dobrej, jak i złej chwili. Kogoś kogo pokochałby tak, jak blondynkę. Kogoś, kto zaintrygował go od pierwszego wejrzenia. Kogoś, kto tak samo jak on potrzebuje miłości, ciepła, wsparcia i zaufania. Kogoś takiego, jak brunetka. Tylko pozostaje pytanie, czy ona by tego tego chciała. To znaczy tego wszystkiego, ale przy jego boku. 
W końcu myślisz od rzeczy, brawo.
Powodzenia Romeo!

***


Gościnność Ann nie miała granic, lecz nie mogłam jej nadużywać. I tak byłam wdzięczna jej i jej rodzicom za to, że pozwolili mi przenocować. Chociaż można to nazwać tak, że wymusili na mnie to, bym została. Gdy tylko rudowłosa zaczęła wyolbrzymiać, że źle się czuje i tak dalej, nie było odwrotu. Jej matka zajęła się mną, jak własną córką. Nie chcieli mnie wypuścić. Powiedzieli, że mogę zostać u nich, ale to nie byłoby fair. Poza tym nie mogłabym żyć na koszt obcych dla mnie ludzi, bo sumienie zeżarłoby mnie od środka. Dlatego wyszłam chwilę po śniadaniu, a rudowłosa powiedziała, że koniecznie musi mnie odprowadzić. Tylko dokąd?
-A może ty zadzwoń do tego swojego Gregorka, co kochana?-zaszła mi drogę z przodu i wpakowała do buzi połowę zbożowego batonika.
-Po pierwsze to nie jest mój Gregorek, a po drugie nie mam z czego.-wywróciłam oczyma i wyminęłam dziewczynę, która teraz bardziej przypominała mi chomika. Tak naładowanych puch to ja jeszcze nie widziałam.
-Już się go tak nie wypieraj.-wybełkotała.-Ja ci mówię, a ja zawsze mam rację. Jeszcze mnie zaprosisz na wasz ślub! Wspomnisz moje słowa.-pogroziła mi palcem i ponownie wgryzła się w batonika.
-Za dużo telenoweli?-poklepałam ją z litością po pomarańczowej czuprynie i się zaśmiałam.
-Musisz tak narzekać? Nie pasował ci maraton "Mody na sukces"?-teraz to ona wywróciła oczami i zrobiła minę typu "Boże, jesteś dziwniejsza niż królik na wyprzedaży." Westchnęłam. Na chwilę odpłynęłam we własnych myślach, a tamta zajadała się niekończącym się batonem. Może gdyby nie jej pisk to bardziej weszłabym w myśli o Gregorze i słowach Ann. Spojrzałam na nią, a ta stała zszokowana przed maską czerwonego, sportowego Audi. Po chwili wysiadł z niego kierowca. Znajoma twarz, żeby nie powiedzieć gęba.
-O Boże, to ty?-jęknęła.-Najpierw muszę ścierać podłogę w sklepie przez twoje łażenie, jak pokraka, a teraz chcesz we mnie wjechać?
-Ja chcę w ciebie wjechać? Dziewczyno sama się ładujesz pod koła.-wrzasnął.-Od chodzenia jest chodnik, a nie środek szosy!
-Musisz się tak drzeć? Każdemu się może zdarzyć.-powiedziała obojętnie i weszła na chodnik.-Pasuje hrabinie?
-Gdzie się takie baby rodzą to ja nie wiem.-kompletnie ją zignorował i odwrócił się w celu wejścia do auta. Rudowłosa doskonale usłyszała jego mruknięcie i niewiele myśląc rzuciła w niego nadgryzionym batonikiem.
-Strzał za sto punktów.-powiedziała z przekąsem, gdy batonik uderzył go w tył głowy.
-Pogrzało cię do reszty?-odwrócił się, a na jego twarzy malowała się wściekłość.-Uważaj żebym ja cię nie rzucił.-zagroził palcem.
-Nie jesteśmy razem Panie Skoczek.-wytknęła język.
-I mnie to bardzo cieszy. Skaczę do góry i merdam ogonkiem.-uśmiechnął się ironicznie.
-Tym z przodu?-zaciekawiła się.-Podobno skoczkom się kurczy od tych ciasnych kombinezonów.-obie się zaśmiałyśmy. Akurat to jej się udało. A Stefan? Zatkało go i nie miał żadnej riposty na odzew.-Ej, skoczek. Chodź no tu.-zawołała go. Na początku nie wiedział o co chodzi.-Spokojnie, nie będę ci sprawdzać ogonka.-parsknęła śmiechem i sama skierowała się w jego stronę. Nie słyszałam o czym gadali, bo robili to dość cicho, ale widziałam jak wyciąga od niego telefon i coś stuka na ekranie. Nieźle. Skacze na niego, jak zając na kapustę, a teraz daje mu swój numer. Ta dziewczyna mnie kompletnie zadziwia...

*G*


Od: Krafter
 Za 20 minut w Cafe Gritsch.
Nie spóźnij się, bo przegapisz mega okazję.
Pozdrawiam serdecznie - Ann. (Ta od Sophie)

Ann pisząca z telefonu Krafta? Co jest? Ostatnimi czasy tracił panowanie nad realnym światem i nie wiedział, co się dzieje wokoło niego. Za dużo czasu poświęcał na siedzenie w samotności i rozmyślanie o swoim nieudolnym życiu. Jak na dobrze prosperującego skoczka, który ma na koncie tyle osiągnięć w życiu zawodowym to w życiu prywatnym ma pod górkę i ciągle coś jest nie tak. Czemu na świecie istnieje takie coś, co nazywa się problemami? Kto napisał dla niego taki idiotyczny scenariusz?

Od: Krafter
No ruszaj dupsko. Nie będziemy wiecznie czekać. 

Spojrzał na kolejną wiadomość z numeru kolegi. Zdziwił się, że znów wciągnęły go myśli, a wyznaczone 20 minut już minęło. Natychmiast zdjął szare dresowe spodnie, a na ich miejsce ubrał zwykłe jeany. Nałożył pierwszą lepszą bluzę i zdjąwszy kurtkę z wieszaka, opuścił mieszkanie. 
Droga minęła mu dość szybko. Gnał z taką prędkością, że jutro jego skrzynka pocztowa zapełni się mandatami, ale to go nie obchodziło. W jego głowie siedziała myśl, że Sophie też tam jest. Że ją zobaczy. Że usłyszy jej delikatny głos.  Może to dziwne, ale potrzebował tego. Schlierenzauer zamknął pilotem swoje BMW, a następnie ruszył w stronę kawiarenki. Pchnął szklane drzwi, rozejrzał się po pomieszczeniu, a jego wzrok utkwił przy stoliku, który stał w samym kącie lokalu. Westchnął. Lekkie zdenerwowanie opanowało jego ciało, ale udał się do swojego kolegi i dwóch dziewczyn. Sophie siedziała tyłem, więc nie mogła go zobaczyć. Ann popijała sok i zerkała na niego ukradkiem, a Kraft zawzięcie czytał kartę dań.
-Cześć.-powiedział tak dziwnym głosem, że sam się zdziwił. Kiedy brunetka odwróciła się i spojrzała w jego oczy ten się uśmiechnął.
-Co ty tu robisz?-zapytała, a na jej twarz wkradła się nutka zdziwienia i podejrzenia. Spojrzał na Ann, która zatykała usta palcem. Zrozumiał o co chodzi.
-Przyjechałem na śniadanie. Mają tu cholernie dobre tosty.-wybrnął, po czym zdjął kurtkę i usiadł naprzeciw niej.
-Stefan, czy to nie twoje auto ktoś próbuje otworzyć?-rudowłosa zerknęła w okno. Kraft miał pytającą minę. Poczuł, jak kopnęła go w lewą nogę.
-A taaaaak.-powiedział.-To moje.-wstał i wziął z oparcia swoją kurtkę.-Zaraz wracam.-dodał.
-Poczekaj, pójdę z tobą, bo ty sobie sam z włamywaczem nie poradzisz.-odezwała się Ann i tak samo zabrała swoje rzeczy. Po chwili ich nie było, a Gregor został sam na sam z brunetką. Szczerze powiedziawszy to nie wiedział, co ma mówić. Nie układał sobie mowy na zorganizowane spotkanie. Zazwyczaj robił to na spontana i jakoś samo szło.
-Dlaczego uciekłaś?-pytanie wydobyło się z jego ust mimowolnie.
-Dlaczego o to pytasz?
-Chcę wiedzieć. Tak z ciekawości.-dodał.
-Głupio by mi było, jakbym siedziała na twoim garnuszku. Zresztą do tego trzeba dodać to, że się nie znamy, a ty wyskoczyłeś z taką propozycją jakbyśmy byli starymi znajomymi.
-Uraziłem cię?
-Nie, Gregor. Ale zrobiło mi się głupio na myśl, że mam być od kogoś zależna, że mam mieszkać i żyć pod jego dyktando..
-Uwierz mi, że zaproponowałem ci to tylko ze względu na to, bo mi się źle robi, jak patrzę, że taka dziewczyna, jak ty cierpi.-powiedział cicho. Przesiadł się ze swojego miejsca na miejsce, które wcześniej zajmował Stefan. Był tak blisko. Miał ochotę ją przytulić, ale nie mógł. Nie ufała mu i to widział. Czuł to.
-Ja nie cierpię. Ja cieszę się tym, co mam.-na jej twarz wkradł się wymuszony uśmiech, który miał przekonać go, że wszystko jest okey.
-Nie kłam. Nikt kto mieszka na ulicy nie może tak mówić. Sophie, nie oszukuj samej siebie.-powiedział. Spojrzała na niego urażona i chciała wstać, lecz złapał ją za rękę.-Przepraszam.-dodał cicho.-To nie miało tak zabrzmieć.
-Czego ty ode mnie chcesz?-zapytała wprost.
Miłości, ciepła, zaufania, szczęścia.... mam wymieniać dalej?
-Niczego.-powiedział.-Ale mam jedną prośbę.
-Jaką?
-Moja propozycja jest nadal aktualna.-spojrzał na jej ciemne oczy, które nie wyrażały teraz emocji.-Nadal chcę dać ci dach nad głową. Jeśli będzie ci źle to się wyprowadzisz, ale przynajmniej spróbuj. Chcę żebyś się czuła bezpieczna. Tylko tyle..
-Dlaczego się tak na to upierasz?
-Bo... Sam nie wiem.. Ale czuję, że powinienem ci pomóc.. Że przede wszystkim powinienem pomóc sam sobie..
-A sobie czemu?
-To skomplikowane..-wykręcił się.-Więc, jak Sophie? Dasz sobie pomóc?
Brawo, Schlieri. W końcu walczysz, a nie siedzisz i się użalasz. 

 *S*

Siedzieli w jego aucie. Między nimi panowała cisza, którą wypełniało chrupanie prażynek. Doprowadzało go to na szczyty irytacji, ale było to lepsze niż słuchanie jej wkurzającego tonu głosu i głupich docinków, które raziły jego męskie ego. Odjechali kilometr od kawiarni. Nie wiadomo po co, ale rudowłosa się na to uparła. Rozgryzienie, a tym bardziej zrozumienie jej logiki było nieosiągalne. Była zakręcona bardziej niż szwajcarski zegarek. Zupełnie jej nie rozumiał. Najbardziej dziwne było to, że swata obcego faceta z prawie obcą dla siebie dziewczyną, a swoim życiem uczuciowym się nie zajmie. Z innej strony, to jej nie znał. Może miała chłopaka? Może była zawodową swatką? 
 Może po prostu jesteś głupi, Stefan?
 -Musisz tak śmiecić?-zwrócił jej uwagę, kiedy zauważył, że strzepuje wszystkie okruszki na wykładzinę.-Zrobiłaś tu chlew, a wczoraj sprzątałem.-oburzył się.
 -To posprzątasz jeszcze raz. Może sobie tych chudych rączek w tyłku nie urobisz.-przewróciła oczyma, jak rozkapryszona dziewczynka i wzięła do ust jedną prażynkę.
 -Ja nie wiem, jak można robić burdel u kogoś w aucie.-pokręcił głową.
 -Ja nie wiem, jak można żyć z tobą pod jednym dachem, jak ty taki marudny jesteś.
 -Ale za to jaki przystojny.-powiedział z dumą. Zaśmiała się, a trochę śliny wydobyło się z jej ust i wylądowało na jego dłoni.-Boże, fuj.
 -Już nie bądź taki delikatny, bo pomyśle, że Kopciuszek spierdolił z bajki.-powiedziała patrząc na Stefana wycierającego dłoń o spodnie.
 -Lepiej być Kopciuszkiem niż Świnką Peppą.-odgryzł się.
 -Radziłabym przeanalizować ową bajkę, bo ta świnka była bardzo kulturalnym zwierzątkiem.-wysłała mu całusa, po czym kontynuowała zajadanie się prażynkami.-Ale wiesz...-przerwała, by przegryźć.-Prawy profil masz o wiele lepszy niż lewy. Serio.-dodała.
 -A to niby czemu? 
 -Tam ci trochę oko ucieka, masz źle wyregulowaną brew i masz pryszcze, a tutaj to dupka niemowlaczka.-zmięła pustą paczkę i chciała wrzucić ją pod siedzenie, lecz chłopak ją wyrwał i rzucił na tylne siedzenie, gdzie było pudełko na śmieci.-Wozisz w nim Papieża, że musi być tak czyściutko, czy po prostu jesteś pedantem?
 -Jestem facetem, który dopiero co wysprzątał swoją kobietę i nie mam zamiaru robić tego raz jeszcze. 
 -Jesteś gejem?
 -Skąd to pytanie?
 -Wydaje mi się, że Audi to samochód i ma rodzajnik męski, a ty określiłeś go jako swoją kobietę, więc robisz z siebie geja, a z niego jakiegoś idiotę.
 -A ty się musisz wszystkiego czepiać? Czep się bambusa, jak ci się tak nudzi, a nie mnie. W ogóle czemu nadal tu siedzisz? Nie masz domu? Albo swojego chlewu, prosiaku?
 -Przestań gadać, jak najęty, bo wtedy czoło ci się marszczy i wyglądasz, jak nieprzeruchana wiewiórka.-parsknęła śmiechem. On również. Mimo tego, że kolejny raz starała się go obrazić, to chyba zaczynał to lubić.
 -A ty jesteś przeruchaną wiewiórką?-podniósł brew, ale znowu zaniosła się swoim denerwującym, ale śmiesznym rechotem. 
 -Jak tak robisz to wytrzeszczasz oczy. Nie siedzisz na kiblu, więc to zbędne. 
 -Zabawna, jak szczypiór na wiosnę.-udał, że śmieje się z jej żartu, a potem odwrócił twarz ku szybie.
 -Umówisz się ze mną?-usłyszał ciche pytanie. Co czuł? Porządne zdziwienie i zakłopotanie. Myślał i trawił te słowa. Szukał racjonalnego wyjścia z tej sytuacji.-No żartuje przecież!-strzeliła go w ramię.-Niby skoczek, a mięsień gorszy niż u mnie.
 -Na pewno nie.-zaprzeczył.
 -Na pewno tak.
 -To pokaż.
 -Chciałbyś.
 -Bo nie masz.
 -Skończ.-powiedziała dobitnie. Zamilkł.-Ciekawe, jak tam nasi kochasie.. 
 -Randka z happy endem.-zaśmiał się.
 -Przynajmniej lepszy wypał niż nasza.-teraz to ona zaczęła się śmiać z jego głupiej miny, która wkradła się na twarz.-No co? Niewypał, jak cholera. Zamiast siedzieć w sali kinowej, to siedzimy w aucie. Zamiast opierać się o wygodne fotele i oglądać film, to muszę opierać się o siedzenie w Maluchu i oglądać twój chudy ryjek.
 -To Audi.-poprawił ją.-I gdybym wiedział, że to nasza randka to chociaż laptopa bym wziął żeby ci film włączyć.-dodał.
 -Nienawidzę cię.-powiedziała z uśmiechem. Takim ładnym. Takim słodkim. Taki, który sprawił, że też się zaczął uśmiechać. Taki, który pokazał, jak ładna jest, gdy się uśmiecha. 
 -Vice versa.-oboje się zaśmiali. Skoczek zerknął ukradkiem na jej złączone nogi, które okrywały krótkie spodenki. Jak na tę porę roku, to dość letnio się ubrała. Spiorunowała go wzrokiem, gdy zauważyła.
 -Patrzysz na mnie, jak na mięso.
 -Może mam ochotę, hm?-sparodiował jej piskliwy ton głosu.-Ale to nadal ty i moje podniecenie opada.-skrzywił się.
 -Tobie wszystko opada.-skarciła go.-Dokąd jedziesz?-spytała patrząc, jak chłopak wrzuca wsteczny.
 -Randka w kinie, to randka w kinie.-rzekł.-Masz. Wejdź na stronkę i ogarnij, co grają.-podał jej swojego smarta i skupił się na spokojnym cofaniu. Dziewczyna odblokowała telefon i zaczęła śmiać się z jego tapety. No bo kto normalny ma swoje selfie na tapecie?

*G*

 Przez rolety, których nie podnosił od bardzo dawna w jego mieszkaniu panowała ciemność. Nawet, gdy był dzień, to nie śpieszyło mu się wpuścić tu trochę słońca. Zapalił światło i zamknął za sobą drzwi. Dziewczyna powoli zdjęła jego kurtkę i odwiesiła ją na wolnym wieszaku. Następnie zsunęła przemoczone i podziurawione buty, które ostawiła w kąt i rozejrzała się po przedpokoju. Zerknął na nią. Niby ukradkiem, ale zdążył zauważyć jej niepewność, która mieszała się z jakimś innym uczuciem, którego nie był w stanie odgadnąć. Schylił się i wyjął z szuflady niebieskie kapcie. Kiedyś paradowała w nich Sandra, ale lepiej będzie, jak ktoś ich będzie używał, a nie będą leżeć i się kurzyć. Wsunęła w nie swoje zmarznięte stopy i podążyła za nim do kuchni. Chłopak zajął się przyrządzaniem herbaty, a ona nieśmiało lustrowała go wzrokiem. Czuł na sobie jej spojrzenie. Takie dziwne uczucie ogarnęło jego ciało i umysł.
 -Słodzisz?-nie odpowiedziała, więc postawił przed nią cukier i położył łyżeczkę nieopodal. Po chwili postawił dwa kubki z gorącą herbatą i podszedł do szafki.-Nie mam żadnych ciastek.-skrzywił się na widok pustej szafki.-W ogóle przydałoby się zrobić małe zakupy.-zaśmiał się i usiadł.-Hej, żyjesz?
 -Jak ja ci się za to odwdzięczę?-spojrzała w jego oczy. Przeszły go ciarki.
 -Nijak.-wzruszył ramionami.-Nie oczekuje niczego w zamian. No chyba, że masz talent kulinarny.-uśmiechnął się.-Mój brzuszek ciut przytył od śmieciowego jedzenia.-poklepał się po nim.
 -Rzuca się w oczy.-cicho się zaśmiała.
 -Chamsko, ale szczerze.-napił się gorącej herbaty i skrzywił się zaraz po tym, jak jego język sparzył się cieczą.-Cholera.-mruknął niezadowolony.
 -Taki duży chłopiec, a jeszcze sobie język parzy?-dziewczyna nie mogła powstrzymać tłumionego śmiechu.
 -Możesz się ze mnie nie nabijać? To boli.-mruknął. Wystawił język, jak pies i wachlował się dłońmi, jakby to miało coś zmienić.
 -Oh, no tak. Daj pocałuje.-powiedziała.-Gregor?-spojrzał na nią pytająco.-Wygodna jest ta kanapa?-wskazała na mebel stojący w salonie.-Chcę wiedzieć, bo spędzę na niej trochę czasu.-wyjaśniła.
 -No przecież nie położę cię w salonie.-powiedział.-Na górze jest jeszcze jeden pokój, więc tam cię ulokuje.
 -Gregor?
 -Tak mam prysznic, na górze jest wanna, są dwie toalety, łóżko jest miękkie, poduszek mam nad dostatkiem, bo zależy na ilu śpisz, jeden sąsiad jest wkurzający, ale da się wytrzymać, nie mam zwierzątek, więc nie masz o co pytać.-wyrecytował.
 -Chciałam ci tylko podziękować.-zamilkł.-Ale dzięki, przynajmniej będę wiedzieć na przyszłość.
-Jutro rano mam trening.-zdecydowanie szybko zmienił temat.-Poradzisz sobie sama, czy znowu mi zwiejesz?
-Sądzę, że dam sobie radę.-uśmiechnęła się.-No i może z nudów coś ugotuję. O ile masz jakieś produkty.
-No to mamy problem.-westchnął. Ziewnęła.-Pójdę ci przygotować łóżko, a ty skocz pod prysznic. Ręczniki są w dolnej szafce w łazience, a ciuchy przyniosę.-powiedział i wstał.-I nie zwiewaj mi przez okno.-pogroził palcem, po czym udał się na górę, by przygotować pokój dla brunetki. Czuł dziwny spokój, którego brakowało mu od ostatnich miesięcy. Samotność powoli zaczynała znikać, a na samą myśl o tym, że Sophie przyjęła jego propozycję, usta same się śmiały.
Widzisz Gregor? Jeszcze będzie dobrze. Ja ci to mówię, a jak ja coś powiem to musi tak być.
 "Już się tak nie przechwalaj."
Ktoś mnie musi dowartościować. Ty niestety tego nie robisz. Ale.. wiesz, że ci wybaczę? Zapunktowałeś w moich oczach staruszku. 
"O błagam, mam tylko 24 lata."
O błagam, zajmij się tym łóżkiem, a nie liczeniem swojego wieku, bo ci dziewczyna zwieje.
"Nie zwieje..."
Taką mam nadzieję. Pokazałeś, że masz jedno jajo, więc teraz pokaż że masz drugie i nie daj jej odejść. Bo obydwoje potrzebujecie siebie, ale ona pewnie o tym nie wie, a ty nie możesz tego pojąć. A teraz dobranoc. Jestem padnięta, bo siedzenie w tobie nieźle wykańcza. 

  
Aww, ale się tu słodko zrobiło.. Chyba aż za słodko.
Sophie u Gregora. Ann z Kraftem na "randce". Trzeba tu coś pogorszyć, nie uważacie? :D
No i starałam się, by było dużo Gregora, bo pod poprzednim rozdziałem zdarzyła się uwaga, że było go za mało.
Pozdrawiam i do następnego! ;*

czwartek, 5 lutego 2015

Chapter 17.

Wspomnienia są, były i zawsze będą, głęboko w nas, tam gdzieś daleko.
 Wspomnienia, których nie da się wymazać,
 serce jak dzwon - pozostawia bałagan.

Jesienny poranek w Innsbrucku nie należał do czegoś, co stałoby się moją ulubioną rzeczą. Ziąb dawał się we znaki, a moje ciało wchłaniało zimno, jak gąbka wodę. Jeansy, które przetarte były w kilku miejscach, a jednak dawały trochę ciepła. Bluza, która wyglądała na więcej niż siedem nieszczęść, a jednak dawała jeszcze radę, by grzać. Buty, podziurawione, zupełnie zniszczone, dlatego łatwo przemakały, bo deszcz nie przestawał padać od poprzedniego dnia. Noc spędziłam w dość śmierdzącej i zaniedbanej piwnicy jakiegoś bloku. Spałam na stercie powyrzucanego styropianu, a za okrycie robił stary dziecięcy kocyk, który pachniał lawendowym płynem do prania. Nad ranem musiałam opuścić moją jednorazową noclegownię. Potem kręciłam się po mieście i zdążyłam przemoknąć do suchej nitki, a teraz siedziałam pomiędzy krzakami, a koszem. Założony kaptur przemókł już wcześniej, lecz wilgoć już nie robiła mi różnicy. W sumie mieszkanie na ulicy nie było takie złe. Przynajmniej wiedziałam co się na świecie dzieje, jak wyglądają ludzie, gdy coś im się przytrafi i jak się wtedy zachowują. Dobra, co ja pieprzę... Mieszkanie na ulicy było cholerną udręką. Codziennie modliłam się w duchu o jakiś dobry znak, o moją pamięć, o to żeby koszmar przestał trwać. Co z tego, że uwolniłam się od Thomasa? Jeśli nie ma się pamięci i jakichkolwiek informacji o sobie to już lepiej jest siedzieć na terytorium swojego kata i tańczyć, jak on zagra. Brakuje mi sił do tego. Nie mam ochoty na codzienną tułaczkę, spanie po kątach, głodowanie, marznięcie. Chcę umrzeć. Tak, o tym marzę. No bo po co mi pozostało? Nie potrafię tak żyć. Nie chcę. Nie umiem.

*A*
-Mamo, ale nie było truskawkowych.-jęknął i usiadł na krześle. Matka obdarowała go srogim spojrzeniem i pokręciła głową.-Ale wiesz, że cię kocham?-zamrugał oczkami, jak pięcioletnia dziewczyna, a następnie wstał i cmoknął matkę w policzek. Uśmiechnęła się.
-Andreas!-wrzask siostry przerwał miłą atmosferę jaką spowodował swoimi słowami. Wściekła blondynka zjawiła się w kuchni w mgnieniu oka, a przy okazji machała paczką wacików jakby to był miecz świetlny.-Nie używam takich. Jak mogłeś mi takie gówno kupić? Przecież ci mówiłam jakiej firmy chcę, czego ty mnie nigdy nie słuchasz?-wywaliła z siebie wszystkie pytania i rzuciła paczką w brata.
-Co za różnica jaką watką będziesz sobie twarz myła?-zrobił pytającą minę.-I tak jej nic nie pomoże.-wytknął siostrze język. Matka zaśmiała się pod nosem. Brakowało jej tych docinków jakie Andreas serwował siostrze. Jak siostry robiły harmider po całym domu, a on biedny musiał radzić sobie sam.
-Trzymajcie mnie, bo zamorduje!-warknęła.
-O Boże!-Andreas wywołał na swojej twarzy przerażenie.-O nie, mamo zmień mi pieluchę, bo popuściłem ze strachu.-parsknął śmiechem.
-Wiesz co Andreas? Wiesz? No wiesz?
-No powiedz mi w końcu to się dowiem.-wywróciwszy oczami, zanurzył palca w misce z masą śmietankową, a mama strzeliła go szmatką w dłoń.-Au.
-Cham jesteś i tyle ci powiem!
-Wow, stwierdzając twój iloraz inteligencji po kolorze włosów to nawet dużo mi powiedziałaś biedronko.
-Masz taki sam kolor, palancie.
-Tylko, że ja przełamuje stereotyp o głupich blondaskach, a ty nie.-zaśmiał się.
-A wiesz co Andreas?-ponownie zadała mu pytanie.
-Co? Tips ci się złamał? Cycki ci urosły?-siostra nie wytrzymując rzuciła w niego brudną ścierką. Na szczęście zrobił unik i nie został wymazany w białej masie.
-Kto nie ma w mózgu ten ma w cyckach albo w penisie.-powiedziała.-Więc mówisz, że jesteś mądry?-ścięła go  pytaniem i po prostu wyszła z kuchni. Matka, która co chwilę tłukła się po garach też wyszła. A on został sam. Usiadł spokojnie na krześle i z nudów zaczął przyglądać się opakowaniu wacików. Były mu znane. To samo opakowanie. Ta sama firma.
Ups, czyżbyś widział takie u Sophie? Czyżbyś znów włączył tryb myślenia o niej? Zadziwiasz mnie. Ostatnimi czasy myślisz więcej niż kiedykolwiek. Ej, Andreas? A może ty tak Nobla za to dostaniesz, co? "Andreas Wellinger-złoty myśliciel " widzisz te tytuły?
-Zamknij się.-mruknął pod nosem.
Andreas niewiele myśląc, po prostu ubrał leżącą na stołku bluzę i wyszedł z domu. Zazwyczaj nie miał obranego celu, lecz dziś wiedział gdzie i po co chce iść. I z kim chce porozmawiać..

*S*
Wrócił do domu z wielkim misiem pod pachą i małym czerwonym pudełkiem w kieszeni. Czuł, że jeśli dziś tego nie zrobi to potem będzie mu ciężko się do tego zebrać. Poza tym rozmowa z małą dziewczynką dużo mu pomogła. Nie wiedział, że dzieci potrafią bardziej trafić w punkt niż dorośli. Nie wierzył, że da się kogoś podnieść na duchu, kiedy nawet się go nie zna. Wszedł do salonu, lecz jej nie było. To było dziwne. Zazwyczaj siedziała na kanapie i oglądała seriale albo krzątała się ze ścierką i ścierała kurze, których tak naprawdę już nie było. Codziennie to robiła. Codziennie meble były przetarte, obiad ugotowany, a na powitanie był ciepły uścisk i buziak. Udał się do kuchni, ale też jej nie było. W głowie zrodziła się myśl, że się wyprowadziła, że zostawiła go samego, że odeszła i nie wróci. Tylko, czy to byłoby  w jej stylu? Wątpliwości dały mu do myślenia i poszedł na górę. Zobaczył ją, jak chodziła po ich sypialni. Najpierw obserwował ją przez lekko uchylone drzwi. Dopiero potem odważył się i wszedł do pokoju. Nie zwróciła na niego uwagi. Kompletnie go olała, bo czuła do niego żal, który spowodowany został jego gorzkimi słowami i zachowaniem.
-Caren...-wypowiedział cicho jej imię. Ta odwróciła się w jego stronę i popatrzyła w pełne smutku oczy.-Masz rację. Popadam w jakiś obłęd, ale czuję, że to moja siostra, taka część mnie i ja muszę jej pomóc. Musze ją znaleźć..-powiedział.-Wiem, że cię zaniedbałem. Zeszłaś na drugi plan, a ja kompletnie nie umiałem racjonalnie myśleć. Nic. Zero. Pustka.
-Rozumiem.
-Jesteś najcudowniejszą kobietą jaką znam. Kochasz mnie za moje humorki, wady i zalety. Pomagasz mi nawet jak cię o to nie proszę. Jesteś zawsze obok i czuję twoją miłość, lecz czasem bywa, że w związku są gorsze momenty. I to był jeden z takich. Bardzo cię za to przepraszam..-spuścił głowę w dół, choć zerkał na nią ukradkiem. Uśmiechnęła się.-Caren, kocham cię i nie wyobrażam sobie życia bez ciebie.
-Ja ciebie też kocham Severin. Za wszystko, a nie tylko humorki, czy też zalety i wady.-powiedziała.-Boli mnie, jak na mnie krzyczysz. Jak schodzę na drugi plan, jak coś jest ważniejsze niż nasz związek...
-Nigdy więcej nie sprawię ci takiego bólu.-przerwał jej szybko. Dziewczyna nie zdążyła zareagować, a ten był już przy niej i mocno ją do siebie przytulał. Czuła jego bliskość,  zaufanie, miłość.  Wszystkie uczucia, jakie przekazują sobie zakochani.
-Wiesz, że cię kocham?-wyszeptała w jego ramię. Uśmiechnął się pod nosem i odsunął ją od siebie. Następnie sięgnął do kieszeni w spodniach, wyjął z niej pudełeczko i ukląkł.
-Nie wyobrażam sobie życia bez ciebie. Nie wyobrażam sobie tej pustki bez ciebie. Nie chcę myśleć o tym, że na twoim miejscu mógłby być ktoś inny. Dlatego to z tobą chcę spędzić resztę życia... wyjdziesz za mnie?-otworzył pudełeczko i patrzył na nią z wyczekiwaniem.
-Tak.-powiedziała ze łzami w oczach, a potem rzuciła mu się na szyję.

*A*

Udał się w dobrze znane mu miejsce. Wcześniej bywał tu dość częstym gościem, ale treningi i problemy prywatne sprawiły, że trochę to ograniczył. Ochrona doskonale go znała. Został wpuszczony do środka bez żadnego legitymowania się. Obsługa patrzyła na niego, jak na ósmy cud świata, jakby był kimś niezwykle niezwykłym. Uśmiechali się do niego, ale szok w ich oczach i tak był widoczny. Chłopak poszedł do jednej z trzech sal, w której za kwadrans miała odbyć się pierwsza gra. Blond krupierka już przygotowywała karty. Była ubrana w dość  kuse i pociągający ubrania, przez co jego myśli na chwilę zboczyły z toru.
No co, Andreas? Znasz tę panią dogłębnie, prawda?
Niegdyś ze sobą sypiali. Ona dawała mu wygrywać, on w zamian płacił jej w naturze.
Dawałeś się, jak męska dziwka.
Jednak kiedy to przerwał zaczął przegrywać. Zadłużał się u ludzi. Między innymi u Thomasa. Apropo niego. Chłopak spojrzał w głąb sali i ujrzał dobrze znanego mu łysola. Niegdyś dobrze się znali, to tamten zapoznał go z Thomasem. Teraz byli wrogami. Andreas niewiele myśląc, po prostu podszedł do grupki facetów. Stolik otoczony był łysymi i grubymi kolesiami, a na krześle siedział sam przywódca stada i jakiś chłopak, który wyglądał na normalnego.
-Proszę, proszę.-jeden z psów odwrócił się i zagwizdał na widok Andreasa.-Pan Wellinger się za nami stęsknił, szefie.-zasalutował w stronę stolika i się uśmiechnął.
-Przyszedłem pogadać z Thomasem.-powiedział twardo. Wtedy ten facet sam złapał go za rękę i wykręcił ją z taką siłą, że Andreas prawie stracił w niej czucie.
-Dla ciebie to pan Thomas.-warknął i go puścił.
-Manuel, zostawcie nas samych.-odezwał się sam szefunio.-Porozmawiamy sobie skoro pan Wellinger sam mnie odwiedził.
-Szef jest pewien?-upewnił się inny z nich wszystkich.
-Wyjdźcie.-warknął. Natychmiast zrobiło się pusto. No prawie, bo ten chłopak wciąż tam siedział.-A ty na co czekasz? Spierdalaj.-zwrócił się do niego. Na początku miał minę, jak wypłoszona sarna, ale w końcu ogarnął się i wyszedł, a raczej uciekł, bo po drodze potknął się o własne nogi i prawie runął na ziemię.-No to słucham.-rozsiadł się wygodnie na krześle, włożył do ust fajkę i czekał na jakiś odzew.
-Co z nią zrobiłeś?
-Przepraszam, ale moja pamięć ostatnio szwankuje.-gorzko się zaśmiał.-O kim mówisz chłopcze?
-Nie udawaj większego kretyna niż jesteś!
-Licz się ze słowami, bo skończysz, jak ta twoja panna.-uspokoił działające nerwy skoczka.
-Widzę, że jednak pamiętasz.
-Nie zapomina się kobiet, które tak dobrze robią ci loda.-westchnął z uśmiechem. Andreas miał ogromną ochotę obić mu twarz. Mimo tego, że nie byli już razem i nie miał nic do gadania to słowa Thomasa na niego podziałały.-Była cholernie dobra w łóżku. Ja się dziwię, że oddałeś taki skarb.-złość w nim wzrastała, ale starał się nad sobą panować.-Przy niej z dojściem nie było problemów.-kolejny raz usłyszał jego obleśny śmiech.
-Jak śmiesz tak o niej mówić?
-Co się stało, że teraz się taki troskliwy zrobiłeś? O ile pamiętam to dałeś mi ją na tacy z tekstem bierz sukę, nie potrzebuję jej. 
-Co jej zrobiłeś gnojku?
-Nic takiego. Między nami było kilka ostrych momentów, kilka bójek, ale tak czasem bywa. Wiesz, jak jest.
-Żyje?
-Może tak, może nie.-wypuścił dym z ust, który dostał się do nozdrzy skoczka i wywołał grymas.-Zrobiłem z nią, co mi się żywnie podobało. Rozumiemy się?
-Gdzie ona jest?
-Ciekawość to pierwszy stopień do piekła.-rzekł.-A ty chyba nie chcesz się znaleźć w tym piekle aniołku.
Andreas stał tam i wpatrywał się w mężczyznę. Jego pięści mimowolnie się zaciskały i były gotowe dać mu w twarz. Opanowywał się jedynie wtedy, gdy pomyślał, że on ma ze sobą pięciu debili i oni mogą zrobić z niego kalekę albo i trupa. Najgorsze było to, że nie dowiedział się nic. Liczył, że Thomas powie mu więcej. Że uda mu się coś wyciągnąć, a potem dać informacje Severinowi.
Chcesz zdobyć informacje o Sophie dla Severina? Czyżby? A to nie jest tak, że zżera cię strach i panika na myśl o tym, czy ona w ogóle żyje? Severin da sobie radę. Nie rozumiem po co wywijasz się nim, skoro mam rację.
-Coś jeszcze? Mój czas jest policzony dla takich, jak ty.
-Jesteś pieprzonym sukinsynem.-warknął, po czym złapał go za kołnierz satynowej koszuli.-Życzę ci żebyś zdechł.-dodał i puścił go. Wytarł ręce o bluzę i włożywszy je do kieszeni, opuścił budynek kasyna. Skierował się w stronę parku. Chciał teraz zebrać myśli i wszystko sobie poukładać. Powoli zaczynało docierać do niego to, co się stało. Zaczął zdawać sobie sprawę z tego, co zrobił i jak się zachował. I co było najlepsze? A to, że zaczynały męczyć go wyrzuty sumienia.
No i co ja mam z tobą zrobić chłopie.. Najpierw zgrywasz twardziele i wielkiego bad boya, potem jesteś nietykalnym robocopem, a teraz miękniesz. Jesteś, jak małża człowieku.
-Zamknij się.-mruknął.
Mam się zamknąć, bo mówię prawdę? Kochasz Sophie i czekam na dzień, kiedy w końcu sobie to uświadomisz. 
"Nie kocham jej."
I dlatego poszedłeś do Thomasa nawet tego nie planując? Dlatego codziennie przed snem widzisz jej uśmiech? Dlatego myślisz o niej niespodziewanie? Dlatego każesz mi się zamknąć, bo cie to boli?
"Nie za dużo tych pytań?"
A co, nie wyrabiasz się w odpowiedzi? Mam ich więcej, ale nie będę ci zakręcać w głowie. 
"To zamknij się i się więcej nie odzywaj, bo nie jesteś mi potrzebna!"
Ups, przepraszam panie i władco. Cieszę się z tego, że w końcu zrozumiałeś swój błąd, ale przykro mi, że mnie nie chcesz. Beze mnie będzie ci trudno, wspomnisz moje słowa, Andreas...

***

Gdyby nie Ann, to cały dzień spędziłabym na tym cholernym zimnie i deszczu. Rudowłosa najpierw zabrała mnie w jakieś odludne miejsce, a potem zaprosiła do swojego domu. Szczerze to nie miałam ochoty tam iść. Lepiej byłoby poznać jej rodzinę w jakichś normalnych ciuchach i z normalnym życiorysem, a ja miałam ciuchy, które wyglądały gorzej niż wyjęte z psiego gardła, a moja przeszłość to Thomas. Miałam na samym wstępie powiedzieć cześć jestem Sophie, straciłam pamięć, ale pamiętam, jak robiłam za dziwkę u jakiegoś napaleńca?
-Mama.-pokazała mi kartkę leżącą na stoliku i podeszła do lodówki.-Sok, czy piwo?-wyjęła to i to, i pokazała mi. Zanim sama zdążyłam zadecydować, rudowłosa wybrała piwo. Potem otworzyła dwie butelki i udałyśmy się do jej pokoju. Zwykły, a jednak przytulny pokój. Żółte ściany, które nadawały mu blasku. Ciemnobrązowe meble i duże łóżko. Do tego puchowy dywan i mnóstwo plakatów, które przedstawiały piłkarzy i drużyny piłkarskie.
-Fanka?-zapytałam patrząc na plakat z Ronaldinho.
-Mało powiedziane.-odpowiedziała i podała mi piwo. Obie usiadłyśmy na łóżku i dłuższy czas siedziałyśmy w grobowej ciszy.-Przepraszam, że zapytam, ale.. jak to jest mieszkać na ulicy?-spojrzałam na nią. Speszyła się i chyba zaczęła żałować, że w ogóle zapytała, ale wtedy się uśmiechnęłam.
-Nie jest kolorowo. Brak wody, ciepła, bezpieczeństwa.. Codziennie żyjesz z myślą, gdzie uda ci się spędzić noc albo, czy znajdziesz chociaż okruch chleba do jedzenia.-powiedziałam.-Nie polecam takiego życia. Nikomu.
-Jeśli chcesz to pogadam z rodzicami. Oni należą do takich osób, które pomagają każdemu, więc na pewno się zgodzą.-wyrwała się z propozycją.
-Nie. Dzięki za pomysł, ale nie skorzystam Ann.
-Czemu? Przecież to pomoc bliźniemu, więc nie ma co marudzić.-zaśmiała się.
-Tak, ale tu nie chodzi o to.-powiedziałam.-Mówiłam to samo Gregorowi i muszę to powtórzyć. Nie mam pieniędzy na dokładanie się do czynszu i tak dalej.
-Jak to mówiłaś Gregorowi? Co ty u niego spałaś?-poruszała zabawnie brwiami. Musiałam się zaśmiać.
-Jedna noc. Nic takiego.
-Ale w tym sensie, czy w tym lepszym sensie?-zaciekawiła się.
-W tym normalnym sensie. Spałam tylko na jego łóżku, a ona na dole w salonie.-dodałam.-Boże, ty myślisz tylko o jednym! A tak zbaczając z twojego zboczeństwa, to on zaproponował mi mieszkanie u siebie.
-Zgodziłaś się?
-Głupia jesteś?-zapytałam ironicznie.-Mam mieszkać z obcym dla siebie facetem?
-Coś w tym złego? Darmowy seks, no stara błagam.
-Ja to nie ty.
-Ale jednak mamy jedno życie i musimy z niego korzystać, więc bierz się za tego swojego Gregorka i nie marudź. Czy ty w ogóle widziałaś, jak się w ciebie wgapiał w tym sklepie? No naprawdę. Wyglądał jakby milion dolców zobaczył, a przy nich najnowszą Hondę.-zastanawiałam się kiedy ona ma czas złapać wdech, gdy tak długo mówi. A może ona ma jakieś skrzela, jak ryba? Nie zrozumiem dziewczyny.-Skoro facet proponuje ci mieszkanie to albo chce się z tobą pieprzyć na każdym kroku, albo mu się spodobałaś. I obstawiam tę drugą opcję, bo jego wzrok i zachowanie mówiły same za siebie.-zakończyła monolog wtedy, gdy przyłożyła do ust butelkę z piwem i się go napiła.
-Albo jest mu mnie żal i robi to z litości, a jak się odkuję to wywali mnie na bruk i nasza znajomość się skończy.-uśmiechnęłam się, jak jakiś chytry chochlik z bajek i również napiłam się swojego piwa.
-Marudzisz, jak stara baba.-rzuciła mnie beżową poduszką. Chciałam zrobić unik, ale przez swoją własną nieuwagę uderzyłam się w ścianę. Zabolało. Na moment zrobiło mi się ciemno przed oczami. Jakieś słabe prześwity pojawiały się w mojej głowie.
Andreas....
I nagle znikąd to imię opanowało moją głowę. O co chodzi?
-Wszystko okey?-zapytała Ann. Była widocznie przerażona, ale nie tylko ona.
Andreas....
-Tak... chyba tak..-odpowiedziałam krótko i złapałam się za głowę.
-Na pewno?
-Ann, wszystko jest w jak najlepszym porządku. Po prostu przygrzałam w tą ścianę i mnie zabolało.-wysiliłam się na słaby uśmiech, ale ruda się na niego nie nabrała. Od razu opuściła pokój i nie wiadomo dokąd poszła. A ja zostałam sama i zamknęłam oczy. Jasne plamy latały po dotychczasowej czarnej dziurze. Głos powtarzał jedno i to samo imię w kółko. Co jest do cholery? Mam się bać, czy cieszyć? Wraca mi pamięć, czy po prostu wariuję?
Andreas...


środa, 4 lutego 2015

Chapter 16.

You shout it loud
But I can't hear a word you say
I'm talking loud, not saying much



Zegarek, który stał nieopodal łóżka wskazywał godzinę 11. Przeczesałam włosy dłonią i usiadłam na łóżku. Pościel pachniała mocnymi męskimi perfumami. Na podłodze walały się rzeczy skoczka, a na małym stoliku, stojącym w rogu, uzbierała się niezła wysepka z pustych pudełek po pizzy. Pamiętam, że zasnęła na jego kolanach, gdy opowiadał o skokach. Jeszcze czułam, jak podnosi mnie i idziemy na górę, ale w drodze musiałam zasnąć. Byłam mu wdzięczna za to, że mogłam przez jedną jedyną noc poczuć się bezpiecznie i było mi ciepło. Nie pamiętam kiedy ostatnio tak dobrze mi się spało i nie budziłam się w nocy z przerażeniem, że ktoś zaraz wejdzie i zrobi mi krzywdę. Oczywiste, że nie mogłam zaufać mu tak od razu. Nawet tego nie zrobiłam. Ale czułam, że ten chłopak nie jest typem kata i zboczeńca, że nic mi nie zrobi. Poza tym, czy byłby w stanie skrzywdzić kobietę, gdy na wspomnienie o blondynce od razu pogarsza mu się humor? Skoro już o niej wspomniałam to zastanawia mnie, co takiego się wydarzyło, że Gregor zmienia się pod wypływem pytania o nią. Skrzywdziła go? Oszukała? Rozumiem, że to nie moja sprawa, lecz zastanawia mnie to. Nie mogę zapytać go wprost, bo nie wypada, ale wczorajszego wieczora zrobiło mi się smutno, jak zobaczyłam łzy w jego oczach. Ciche pukanie do drzwi przerwało moje rozmyślania. Skierowałam wzrok na nie i zobaczyłam głowę szatyna, która wystawała zza drzwi. Delikatnie się uśmiechnęłam i poprawiłam kołdrę, by spokojnie sobie usiadł.
-Myślałem, że śpisz i przygrzałem tu z listem.-zaśmiał się i zajął miejsce obok mnie.-Jak się spało?
-Powiem ci, że nie pamiętam kiedy tak dobrze się wyspałam. Dziękuję.-niemalże wyszeptałam ostatnie słowo.
 -Cieszę się.-powiedział.-No i powiem ci, że dzięki tobie zmieniam zdanie o mojej kanapie.-dodał i zaczęliśmy się śmiać.-Jednak nie jest taka zła, jak uważałem.
-To ja powinnam była tam spać, a nie ty.
-Ale jesteś moim gościem i głupio by mi było położyć cię w salonie.
-Jednak to tylko ja i mi wystarczy nawet głupia kanapa.
-Ty aż ty i uwierz, że narzekałabyś teraz na ból kręgosłupa, jakbyś tam została.
-Ty nie narzekasz.-zauważyłam i uśmiechnęłam się.
-Twardziele tak mają.-powiedział dumnie.
-Twardziele? A są tu jacyś?-wybuchnęłam śmiechem widząc głupawą minę skoczka.-Ty nawet mięśni nie masz.-dotknęłam jego bicepsa, by sprawdzić. Logiczne, że poczułam mięśnie, ale nie będę tu zmieniać swojego zdania, by jemu zrobić dobrze.-Giętkie, jak u wróbla.-skwitowałam.
-Co? No wypraszam sobie.-udał obrażonego i założył ręce.-Ćwiczę, jak wół, a ty nawet nie doceniasz!
-Może gdybym zobaczyła to bym uwierzyła, ale na słowo to nawet ja mogę powiedzieć, że ćwiczę.-wyśmiałam go. Opuściłam ciepłe łóżko, przeciągnęłam się, a chłopak ciągle na mnie patrzył. Uśmiechał się pod nosem, a kiedy na niego spoglądałam to odwracał wzrok.-Co tu nabazgrałeś?-przerwałam dziwną ciszę i wyrwałam mu z rąk kulkę, którą zdążył zrobić z napisanego listu do mnie.
-Że idę na trening, a śniadanie masz na stole w kuchni.-powiedział.
-"Ukochany i najwspanialszy Gregor"?-zacytowałam jego podpis, po czym rzuciłam w niego kartką.-Dowartościowujesz się sam.
-Nie zaprzeczyłaś.
-Nie zamierzam psuć ci marzeń.-odgryzłam się.
-Sophie?-spojrzałam pytająco na szatyna, który nagle zaczął bawić się poduszką.-Dzięki za wczoraj..
-A co ja takiego wczoraj zrobiłam? 
-Po prostu byłaś. Dziękuję ci za to, że nagadałaś mi od rzeczy i, że nie spędziłem sam tego wieczoru.. Nawet nie wiesz, jak miło było z kimś pogadać. Zazwyczaj wracałem do tej pustelni, zamawiałem pizzę i potem tylko myślałem i wspominałem.. To mnie dołuje.-stwierdził patrząc na mnie.-Sophie, ja jestem świadomy tego, że nic o sobie nie wiemy, że się nie znamy, lecz....
-Oświadczasz mi się?-zapytałam uważnie, a ten blado się uśmiechnął.
-Ty potrzebujesz ciepła i bezpieczeństwa, a ja towarzystwa w tym mieszkaniu.. Zamieszkaj ze mną.-spojrzał na mnie swoimi smutnymi oczami, a mi odebrało mowę. No bo co tu odpowiedzieć na taką propozycję? Głupio było mi się zgodzić, bo nie miałam pracy, pieniędzy, więc nie miałabym nawet z czego dołożyć się do czynszu. Z drugiej strony potrzebowałam ciepła i bezpieczeństwa, jak to powiedział.
-Gregor...-zaczęłam.
-Muszę iść na trening.-przerwał mi.-Mam nadzieję, że jak wrócę to jeszcze będziesz..-wstał ze spuszczoną głową i udał się do drzwi.-Przemyśl to...-dodał cicho i złapał klamkę.
-Gregor..-odwrócił się. Nic nie mówiąc po prostu podeszłam do niego i go przytuliłam. Normalnie. Tak, jak kogoś kto nie znając mnie daje mi tak dużo.-Powodzenia na treningu.-poklepałam go w plecy i osunęłam na bezpieczną odległość. Na odchodne dostał kopniaka w tyłek i z uśmiechem poszedł na dół. A ja? A ja stałam oparta o ścianę i trawiłam to, co się wydarzyło. Miałam mieszane uczucia. 
Nie bądź głupia tylko się zgódź. Sophie.. to będzie dobra decyzja, zaufaj mi.

*A*
Do inauguracji sezony zostało niespełna półtora tygodnia. Cała kadra chodziła, jak w zegarku, a trener omal nie wychodził z siebie. Chciał by jego podopieczni zaprezentowali światową formę i klasę. Szkoda tylko, że nie wszyscy mieli siły na męczące treningi. Marinus Kraus od kilku dni leżał w domu z zapaleniem płuc, bo trener kazał mu przebiec kilka kółek na ujemnych temperaturach. Severin Freund był nieobecny. Ciągle chodził z głową w chmurach i myślał o swojej siostrze. Markus Eisenbichler ociągał się, jak tylko to było możliwe. Natomiast reszta kadry z Andreasem na czele jeszcze coś robiła. Jeszcze dokładali coś od siebie. Jeszcze pokazywali na co ich stać, ale widać było po nich zmęczenie. Dzisiejszego dnia chłopaki ponownie spędzali dzień na siłowni. Tym razem pod uważnym okiem szanownego trenera, który nie tylko czepiał się o wszystko, ale dokładał jakieś małe ćwiczenia pomiędzy bieżnią, a rowerkiem.
-Nie mam siły.-jęknął Markus i runął jak długi pod nogi trenera.
-Nie marudź Eisenbichler tylko ćwicz, ćwicz i ćwicz.-strzelił go w tyłek swoją czerwoną teczką, a skoczek jęknął.
-Trenerze odpadam.-obok pojawił się Severin, który również wyglądał jakby zaraz miał wyzionąć ducha.
-Panowie nie marudzimy tylko ćwiczymy.-powiedział twardo i spojrzał na swoich podopiecznych.-Ludzie jesteście w kwiecie wieku, a zachowujecie się gorzej niż moja babka.
-Pana babka jeszcze żyje?-zapytał Andreas.
-Wellinger ćwicz.
-Nie dam rady, nie mam siły już.-odpowiedział po czym napił się wody i usiadł obok Freunda. Ten od razu przesunął się dalej i pomiędzy nimi zrobiło się miejsce dla jeszcze jednej osoby.
-Właśnie panowie.-trener spojrzał na nich uważnie.-Musimy sobie coś wyjaśnić.-powiedział.-Za mną.-dodał. Freund i Andreas podążyli za trenerem do magazynku. Andreas przeczuwał, że czeka ich ochrzan. Severin za to stał spokojnie i nie wyrażał żadnych uczuć.-Co to było przedwczoraj na parkinu, co?-nastała cisza.-Panowie, ja was lubię i szanuję, ale nie mogę pozwolić na to, by moi skoczkowie okładali sobie twarze kiedy im się chce.
-Ale to nie tak.-jęknął Severin.
-A jak? O co wam poszło? O skoki? O trening? 
-O nasze prywatne sprawy.-warknął Andreas.
-W kadrze nie ma prywatnych spraw. Tu liczą się tylko sprawy związane ze skakaniem i nic więcej. Dlatego chcę wiedzieć o co wam poszło, bo jesteście w mojej drużynie i mogę pozwolić na takie coś.
-To nie jest pana sprawa.-spiorunował go wzrokiem.
-Mamy swoje porachunki.-dodał Sev.
-Freund myślałem, że chociaż na ciebie mogę liczyć.
-To się pan przeliczył. Niech się pan nie wpieprza w cudze sprawy, bo i panu ktoś kiedyś obije twarz!-zdenerwowany Andreas przepchnął Severina w bok i wyszedł. Starszy z Niemców również zrobił to samo. A biedny Werner Schuster rozłożył ręce i z politowaniem pokręcił głową, bo zachowanie jego chłopaków dziwiło go i dobijało zarazem. Andreas niewiele myśląc udał się na zewnątrz budynku siłowni i zapalił papierosa. Miał rzucić. Ale po co? Gdy było źle to wystarczyło wyciągnąć jednego głupiego papierosa z paczki i go zapalić.
-Jak to Sophie jest twoja siostra?-zapytał Severina, który właśnie stanął obok niego i w dłoniach trzymał napój energetyzujący. 
-Normalnie.-mruknął od niechcenia i napił się napoju z butelki.
-Powiedz mi.
-Nie widzę takiej potrzeby.
-Severin.
-Tak mnie matka nazwała, dzięki za przypomnienie.-wysilił się na ironiczny uśmiech. Usiadł na schodkach, odkręcił butelkę i ponownie napił się łyka napoju.
-Gdyby byłą twoją siostrą to nie traktowałbyś jej tak, jak to robiłeś.-zaśmiał się.
-Była twoją dziewczyną i traktowałeś ją tak, jak traktowałeś.-odgryzł się.
-Nie wracajmy do tego.
-No to nie wracajmy do niczego.-mruknął i zostawił go samego w mgnieniu oka. Andreas oparł się o ścianę i wpatrywał się w przejeżdżające samochody oraz ludzi, którzy śpieszyli się do swoich rodzin, znajomych.
Tylko ty jesteś przegrywem i wszystko sobie spieprzyłeś. 
Moje gratulacje Andreas, naprawdę wielkie gratulacje kochany. 

*G*
Trening minął mu dziś spokojnie i przyjemnie. Jego skoki były dobre, trener odpuścił sobie wszystkie uwagi i nawet go pochwalił, a koledzy nie zachowywali się, jak banda dzikusów i mógł się skupić. Chociaż pomijając to, to dużo zawdzięczał rozmowie z Sophie. Dziewczyna powiedziała mu kilka słów, które wziął sobie do serca i dziś kierował się tylko nimi. Miał wielkie nadzieje, że jak wróci do domu to zastanie tam brunetkę. Również miał na uwadze to, że w jakiś sposób mógł urazić ją swoją propozycją. Może to było za szybko.. Może powinien był to przemyśleć.. Może ona straci do niego jakiekolwiek małe zaufanie.. Nie chciał tego, ale chciał by zamieszkała w jego domu. Chciał jej dać trochę ciepła i bezpieczeństwa, bo zasługiwała na to. Była dobrą dziewczyną, która w życiu dostała w tyłek. Nie znał całej jej historii życia, wiedział tylko, że jest bezdomna. Nie wiedział czemu, nie wiedział skąd. Lista jego pytań była długa, ale bez zaufania dziewczyny i jakiejkolwiek sympatii to nie miał o czym marzyć, by się dowiedzieć. Przekręcając klucz w zamku, miał nadzieję, że dziewczyna nadal jest w środku. Wszedł cicho. Zrzucił z siebie bluzę i położył delikatnie klucze na komodzie.
-Sophie jesteś?-w mieszkaniu rozniosło się echo jego głosu. -Soph.-uważnie rozejrzał się po przedpokoju i wszedł w głąb. Po Sophie pozostała jedynie złożona na pół kartka, która leżała na stoliku. Rozłożył ją i uważnie zaczął czytać jej treść.
Jeśli wrócisz z treningu to nie zdziw się, jak mnie nie będzie. 
Gregor po prostu nie mogę ci siedzieć na głowie i się narzucać. Nie znasz mnie, a ja tym bardziej nie mogę przyjąć twojej propozycji. Przepraszam Greg.
Sophie xxx
Skoczek zmiął kartkę i rzucił ją gdzieś na podłogę. Zawiedziony usiadł na krześle i zakrył twarz w ramionach.
Czego się spodziewałeś? Że dziewczyna z ulicy tak nagle ci zaufa? Że przyleci do twojego mieszkania na zawołanie? Gregor to nie bajka. To realna rzeczywistość. 
-Cholera..-westchnął.
Następnie wstał i zrobił to, co zawsze. Najpierw napił się soku, potem poszedł pod prysznic, a na sam koniec położył się do łóżka i kolejny raz bił się z myślami. Tylko że teraz prócz Sandry była w nich jeszcze Sophie. I to było podłe, bo pierwszy raz odkąd nie ma Sandry, on myśli o innej dziewczynie..

*S*
Mecz Borussi Dortmund zakończył się wygraną jego ulubionej drużyny. Zgasił telewizor, a Bogu winny pilot został rzucony gdzieś do tyłu. Severin położył głowę na oparciu kanapy i przymknął oczy. Od kłótni z Caren minęło kilka dni. Dziewczyna nie odzywała się do niego od tamtego czasu, a on nie miał odwagi, by ją przeprosić. Niesłusznie na nią nakrzyczał i było mu głupio.
-Listy do ciebie.-powiedziała dziewczyna i rzuciła kilka kopert na kanapę obok niego. Spojrzał na nią, gdy ta prawie zniknęła z salonu i wtedy wypowiedział jej imię. Wróciła do salonu, lecz nie podchodziła bliżej niego.
-Porozmawiamy?-zapytał uważnie na nią patrząc.
-Mamy o czym? Przecież ja tylko stoję z boku i nie wiem, jak jest.-przypomniała mu jego własne, prywatne i osobiste słowa. Zrobiło mu się przykro.
-Nie chciałem tego powiedzieć.-zaprzeczył.-Ja wcale tak nie myślałem. Uwierz mi..
-Liczy się to, że powiedziałeś. 
-Caren...-wyszeptał jej imię.
-Nie Severin. Nie mam ochoty na rozmowy z tobą. Porozmawiamy, jak przemyślę kilka spraw.
-Jakich?
-Musze przemyśleć, czy ten związek ma jeszcze przyszłość, bo historia z twoją siostrą podzieliła nas bardziej niż jakakolwiek inna.-powiedziała dobitnie. Westchnął. Nie wiedział, co ma odpowiedzieć, ani jak zareagować. Poniekąd ją rozumiał. Zwariował przez tą historię z Sophie, a ona tylko starała się mu pomóc. Nie docenił tego. Nie docenił jej niesienia pomocy. Skoczek z wyraźnym smutkiem wymalowanym na twarzy, opuścił ich mieszkanie. Nie miał wyznaczonego celu dokąd ma iść. Szedł prosto. Przed siebie i bił się z myślami. Najpierw wiadomość o Sophie, wszystkie wyrzuty sumienia, a teraz jego związek z cudowną kobietą zawisł na włosku. Czemu jak coś się komplikuje, to komplikuje się wszystko? Czemu to życie jest tak skonstruowane? Jaki idiota postawił tak złe karty na jego los? Co zrobił nie tak? Severin zatrzymał się przed placem zabaw. Kilkoro dzieciaków wesoło biegało i krzyczało w niebogłosy. Uśmiechnął się. Przypomniał sobie słowa Caren, która jeszcze niedawno mówiła, że chce mieć małego szkraba. Małego Freunda, który odziedziczy umiejętności i urodę po tacie, ale po matce rozum i nigdy nie pociągnie go do skakania.
-Dzień dobry.-Severin spojrzał w dół, by zobaczyć kto kierował do niego słowa. Obok niego stała mała dziewczynka. Miała conajmniej 7 lat i ubrana była w różową kurteczkę, tego samego koloru spodnie oraz buty, a spod ciemnej czapki wystawały dwa warkoczyki.
-Dzień dobry.-powiedział i szeroko sie uśmiechnął.
-Dlaczego pan jest smutny?
-Pokłóciłem się z bardzo ważną dla mnie osobą.-powiedział po krótkiej chwili.
-Gotuje dobre obiady?-zapytała całkiem poważnie, a Sev cicho się zaśmiał.
-Dobre? To mało powiedziane.
-Umie robić warkoczyki?
-Tego nie wiem, bo mi nigdy nie robiła.
-Hm.. warkoczyki nie są ważne, ale jeśli dobrze gotuje to musi pan ją przeprosić.
-Ona nie ma ochoty na rozmowy ze mną, wiesz?
-No to pan wpadł. Serio. Lipna sprawa.-oceniła.-Niech pan jej kupi misia przeprosia.-pokazała rządek białych ząbków.
-Pomoże?
-Ja bym na to poleciała.-dodała, a skoczek ponownie się zaśmiał.-Siostra mnie woła. Boże, znowu jestem skazana na nią i jej chłopaka.-wskazała paluszkiem na parę siedzącą nieopodal i patrzącą na nich.-Miłego dnia proszę pana.-obdarowała go słodkim uśmiechem.-No i udanych przeprosin. Trzymam za pana kciuki.-dziewczyna odbiegła od niego nim zdążył cokolwiek powiedzieć. Zazdrościł jej tego. Tego spontaniczego podejścia do życia. Tego dziecięcego świata, w którym żyje się bez problemów. Jednak korzystając z jej dziecięcych rad, skoczek udał się w stronę miasta. A dokładniej do najbliższego sklepu po "misia przeprosia".




sobota, 31 stycznia 2015

Chapter 15.

What doesn't kill you makes you stronger
Stand a little taller
Doesn't mean I'm lonely when I'm alone


*G*
Dzisiejszy dzień był najgorszym z najgorszych dni. Od rana bolała go głowa, na treningu szło mu fatalnie, ciągle musiał znosić uwagi Kuttina, a na sam koniec dostał od niego ochrzan. Jak na jeden dzień to było za dużo. Miał ochotę rzucić to wszystko w cholerę i wyjechać na kilka dni, by zebrać myśli, siły i nastawić się na jakieś racjonalne myślenie. Teraz myślał, ale wyłącznie o Sandrze i o swoich problemach prywatnych oraz zawodowych. To wszystko przekładało się na to, że jego forma spadała, a skoki nie zachwycały. Taki Gregor Schlierenzauer nie może pokazać się na inauguracji sezonu zimowego w Klingenthal, lecz co zrobić, gdy on nie myśli o tym pozytywnie? Gdy myślami jest przy Sandrze albo Bóg wie gdzie. Odkąd jej nie ma to nikt nie potrafi z nim normalnie porozmawiać. Próbowała matka, ojciec, brat, siostra, przyjaciele, a nawet sam trener tylko, że to nic nie dało. On nadal był taki sam. Może w jego życiu potrzeba kogoś kogo pokocha tak samo, jak blondynkę.. Może chce znaleźć kogoś kto rozpali w nim iskierkę i stanie się tym samym Schlierenzauerem jakim był..
-Schlieri, a ty co tak dumasz? Nie było tak źle.-młodszy od niego Michael poklepał go po plecach i rozpoczął ubieranie koszulki.
-Było tragicznie.-Austriak zasunął torbę i usiadł. 
-Każdy ma lepsze i gorsze dni.-odezwał się Manuel.
-Powiedział ten, co zawsze ma gorsze dni.-wytknął Stefan i za to dostał butem od Manuela.-O stary, wietrzenie obuwia nie gryzie.-wykrzywił się i kopnął w stronę kolegi czarnego buta marki Adidas. 
-Tobie mycie też nie zaszkodzi.-odgryzł mu się, gdy zauważył na jego ręce czarny zarys.-Jak nie masz wody to zapraszam do siebie. Raz na rok otwieram pomoc dla Kraftów.-wszyscy się zaśmiali, a wspomniany kolega przewrócił oczyma i założył bluzę z kapturem.
-Ej chłopaki!-krzyknął nagle Kofler. W szatni zapanowała cisza i wszyscy zwrócili wzrok na kolegę.-Mam pomysła.-poruszał brwiami, jak Kevin, gdy dowiedział się, że został sam w domu.-Idziemy na panienki!-ryknął.
-W twoim przypadku to emerytki.-dogryzł Schlierenzauer.
-Patrzcie, patrzcie.-Kraft zmysłowo podrapał się po brodzie.-Schlieri nie ma humoru, gdy mówimy o panienkach.. Stary masz gorączkę?!-wrzasnął i podbiegł do szatyna, by sprawdzić stan jego czoła.-Nie no, zimne jest.-mruknął.
-Krafter no! Zwaliłeś mi fryzurę.-odezwał się naburmuszony i zaczął poprawiać włosy.
-No już jest okey, nie mizdrz się tak, bo pomyślę żeś baba.-dodał Michael.
-Ty się tam lepiej tą swoją zajmij, a nie mną.-odpowiedział.
-Ta moja jeszcze się nie urodziła.
-No cóż.-westchnął Kraft.
-Może ona po prostu nie chce się narodzić.-powiedział Fettner i cała grupa zaczęła się śmiać.
To był moment, gdy Gregor na chwilę wyluzował i oddał się kolegom. Zaczął z nimi rozmawiać, jak dawniej, jak wtedy, gdy nie był sam. Żartował, docinał im. Czasami bywało tak, że stary Gregor wracał, lecz nie na długo. A to szkoda, bo taki Schlieri był tysiące razy lepszy niż ten, którego posiadamy teraz.
-Gdzie jest moja skarpetka?-odezwał się zdezorientowany Kraft.
-Jaki miała kolor?-zapytał Manuel.
-Taka... no wiesz...
-Taka... no nie wiem...
-Taka trochę różowa.-jego zawstydzenie sięgnęło zenitu i spalił buraka, bo głupio czuł się mówiąc, że miał różowe skarpetki.
-W co była ubrana?-kontynuował Manuel.
-Jak skarpeta może być ubrana?-wtrącił Diethart.
-Zamknij się, jak detektyw Fettner przeprowadza śledztwo, okey?-spiorunował go wzrokiem.-Więc?
-Więc była różowa, a na niej był świński ryjek.-
-Czy była pijana?
-Fettner skończ oglądać filmy o Sherlocku.-powiedział Michi.-Tobie to szkodzi i robisz z siebie idiotę
-Ja przynajmniej robię, a nie mam to od urodzenia Misiu nasz kochany.
-Ha ha ha.
-Nie Manuel. Nie była pijana. Naćpana też nie, a zgwałcona tym bardziej.
-A więc Stefanie..-zaczął.-Czy owa skarpetka miała jakieś znaki szczególne? Zadawała się z jakimś podejrzanym towarzystwem?
-Tak. Obszyta była czarną nicią, a zadawała się tylko z innymi skarpetkami w mojej komodzie.
-Hm.. to dość poważna sprawa.-rzekł.
-Kurde Fettner, miałeś pomóc mi ją znaleźć, a nie bawić się w idiotę.
-To skoro miałem ci pomóc to ci pomogę.-nastała chwila ciszy.-Ja na twoim miejscu to spojrzałbym na prawą stopę, bo masz na niej dwie skarpetki kretynie.-powiedział. W całej szatni rozległ się śmiech chłopaków i jęk Stefana, który wyszedł na głupka. 
-Oj Stefciu. Tobie to zamiast pudełka słodyczy od Mannera to dobre okularki by się przydały.-powiedział Kofler, po czym zarzucił torbę na plecy i stanął przy drzwiach.-Czyją dupę podwieźć?
-Moją!-krzyknęli na raz Kraft, Hayboeck i Fettner.
-Po piątaku od każdego i drzwi szeroko otwarte.-wyszczerzył się, jak pies na kości, a i tak został olany przez kolegów. Wszyscy powoli opuszczali szatnię, a on siedział w tym samym miejscu co wcześniej i jakoś nie mógł zabrać tyłka i pojechać do domu. Chciał posiedzieć w spokoju, pomyśleć. Było mu bez różnicy gdzie to robi, bo i tak od dawna był skazany na samotność i miał święty spokój.
-A ty na szczęście czekasz?-odezwał się Stefan i podszedł do szafki, przy której wcześniej się przebierał. Wyjął z niej ładowarkę do telefonu i usiadł obok kolegi.-Co jest Schlieri?
-Nic, jakoś tak nic mi się nie chce.-odpowiedział.
-Trening ci może nie wyszedł, ale to nie powód do załamki.-pocieszył go.-Mi tyle razy nie wychodzi i żyję, więc ty tez musisz wyluzować i się tym pobawić.-klepnął go przyjacielsko w plecy i wstał.
-Tu nie chodzi o treningi.-powiedział cicho.-Tu chodzi o wszystko młody..
-Sandra?-skinął głową.-Ja tam się na związkach nie znam. Mój najdłuższy był z Eleonorą, ale się skończył, gdy matka kazała mi ją sprzedać. Może to zły przykład, ale ja też załamałem się po jej stracie. Brakowało mi tego jej głosu, tego jak mnie drapała gdy wziąłem ją na ręce..-westchnął.-Tylko, że po czasie zrozumiałem, że tak ma być. Los taki jest: okrutny i daje nam w dupę.-chciał zabrzmieć poważnie, lecz ostatnie słowa rozbudziły jego zboczone "ja" i zaczął się śmiać.
-Eleonora była świnką morską.-zauważył Greg.
-To nie zmienia faktu, że była kobietą i łączyła nas głęboka więź. Normalnie jak Kanał Sueski! 
-Taksa ci zaraz odjedzie ty Kanale Sueski.
-No to tego.. miło było, ale się skończyło. Uszanowanko panu.-dygnął, jak prawdziwy dżentelmen, choć w jego przypadku to bardziej przypominało "za dużo o pięć kieliszków" i wybiegł. On również wstał i opuścił szatnię. W ciszy i spokoju udał się do swojego nowego BMW i powoli odjechał spod parkingu.

*A*
Obudził się około 9. Po otworzeniu jednego oka stwierdził, że coś jest nie tak. Po chwili otworzył drugie i podniósł się do pozycji siedzącej. Nie był w swoim pokoju. Był w zupełnie obcym dla siebie miejscu, ale to miejsce było dość przytulne. Beżowe ściany doskonale komponowały się z białym fotelem i kremowymi meblami. Zasłony nie były ani za długie, ani za krótkie. Na półkach stało dużo kobiecych kosmetyków oraz innych tym podobnych rzeczy. Andreas po wyjściu ze szpitala wcale nie poszedł do domu. Poszedł do jednego ze swoich ulubionych klubów, gdzie kiedyś często bywał z kolegami. Teraz musiał iść tam sam, bo nagle wszyscy znaleźli sobie zajęcia. Zapijał swój sukces na treningu i to, że nie zaprzepaścił rozpoczęcia sezonu. Widocznie opił to tak dobrze, że dziś obudził się w łóżku nieznajomej dziewczyny, która teraz spała obok niego. Chłopak przejechał dłonią po jasnych włosach i spowrotem ułożył się na poduszce. Pamiętał, że szedł z jakąś dziewczyną, że uprawiali seks, ale dziwnym trafem nie pamiętał, że mieli iść do niej.
-Już się obudziłeś?-usłyszał dziewczęcy głos tuż nad uchem. Spojrzał na brunetkę i wytrzeszczył oczy.
Co Wellinger? Czyżbyś zobaczył w niej swoją Sophie? Jak mi przykro.
 -Eee....-wydusił.-Tak.-potrząsnął głową, by obraz byłej dziewczyny zniknął.-Jak się spało?-uśmiechnął się do dziewczyny.
-Z takim przystojniakiem to bardzo dobrze.-powiedziała i przytuliła się do chłopaka. Objął ją i zaczął gładzić kciukiem jej nagie ramię.
-Masz tu tatuaż?-wskazał na masowane ramię i spojrzał na nią.
-Dopiero zauważyłeś?-zdziwiła się.
-W nocy nie było okazji.-wymruczał, a ona podniosła głową i cmoknęła go w usta.-Ładny.-dodał.
-Mam jeszcze jeden.-powiedziała.-Ale tamten chyba widziałeś.-szepnęła uwodzicielsko wprost do jego ucha i zaczęła całować jego szyję. Robiła na niej malinki, kręciła językiem kółka. Andreas przymknął oczy z przyjemności, jaką dawała mu dziewczyna i łagodnie się uśmiechał.-Chyba, że muszę odświeżyć ci pamięć.-przerwała całowanie jego szyi i przeniosła usta na kilkucentymetrową odległość od jego miękkich warg.
-Chyba musisz.-zaśmiał się i szybko przekręcił ich tak, że teraz to on leżał na górze i on całował jej szyję. 
Oj Andreas, Andreas. Pamiętasz czasy, gdy tak samo robiłeś Sophie? Pamiętasz jej czekoladowy balsam, który zostawiał posmak w twoich ustach za każdym razem, gdy całowałeś jej ciało? A pamiętasz ten moment, kiedy powiedziałeś, że kochasz ją bezgranicznie i nigdy nie dasz jej skrzywdzić? To było zaraz po waszym pierwszym stosunku Andi.
Skoczek na moment przerwał całowanie szyi i obojczyków dziewczyny. Musiał to zrobić, bo przez jego pieprzoną podświadomość znów zaczął o niej myśleć. Po raz drugi zobaczył Sophie na miejscu tej dziewczyny. Przypomniał sobie, jak to wyglądało w ich wykonaniu. Powróciły wszystkie uczucia jakie wtedy mu towarzyszyły. Przypomniał mu się nawet smak czekoladowego balsamu. 
-Coś się stało?-dziewczyna objęła go w pasie od tyłu i cmoknęła w kark.
-Nie, nic.-skłamał.
-To chodź do łóżka i skończymy to co zaczęliśmy.-wymruczała.
-Wiesz co, głowa mnie boli. Ja już lepiej pójdę do domu.-chwycił niebieską bluzę, która leżała na oparciu fotela i chciał ją nałożyć, ale dziewczyna stanowczo mu to utrudniała.
-Znam dobre sposoby na ból głowy.-zarzuciła ręce na jego szyję i spojrzała w tęczówki.-A ciebie główka nie boli, bo nie widać tego po tobie. Co, jak co, ale znam się na ludziach kochany.-nie czekając na jego odpowiedź, ani jakikolwiek ruch zaczęła go całować. Namiętnie, szybko, tak jak on to lubił. Dlatego olewając dręczącą go podświadomość po prostu oddał się w ręce brunetki i oboje wylądowali na satynowej pościeli dziewczyny, a potem przenieśli się w krainę rozkoszy, szczęścia i spełnienia.

*G*
Zaparkował auto kilka metrów od swojego ukochanego parku, po czym zamknął je i ruszył na dobrze znany mu mostek. Potrzebował dłuższej chwili wytchnienia, więc dlatego wybrał to miejsce. Nawet padający deszcz nie pokrzyżował mu planów. Powoli zbliżał się do wybranego miejsca i wtedy zobaczył siedzącą dziewczynę. Nie widział jej od ponad tygodnia. W sumie to nawet nie starał się jej jakoś znaleźć. Odpuścił sobie wszystko, poczynając od niej, a kończąc na skokach. Dziewczyna odwróciła się w jego stronę, gdy był niecałe dwa metry od niej. Delikatnie się uśmiechnęła i przesunęła w bok, by chłopak miał więcej miejsca. Mostek był mokry, lecz nie przeszkadzało mu to. Usiadł obok niej i po prostu zaczął wpatrywać się w jezioro, na którym pojawiały się ślady spadających kropel.
-Nie milcz tak. Bezsilność zabija cię od środka.-usłyszał jej głos. Po tylu dniach nie widzenia jej, zapomniał jakie jest uczucie, gdy przechodzi dreszcz na dźwięk czyjegoś głosu.-Coś cię gryzie.-dodała.
-Skąd to wiesz? To aż tak widać?-już nawet nie starał się zaprzeczać. Po prostu przyznał jej rację i spojrzał w jej ciemne oczy. Ciemne i piękne oczy.
-To da się wyczuć na kilometr. Co się dzieje?
-Nie no, nie będziemy gadać o mnie i moim popieprzonym życiu.-nagle zmienił temat, a dziewczyna uważnie lustrowała go spojrzeniem.-Paskudna pogoda, eh.-dodał.
-Czasami dobrze jest wygadać się komuś obcemu. Tobie będzie lżej, ja postaram się doradzić, a do tego masz stuprocentową pewność, że nikomu nie powiem.-delikatnie się uśmiechnęła.-Jedyne osoby jakie tu znam to ty, Ann, Anastas i ten twój kolega ze sklepu, którego nawet imienia nie znam.-wywróciła teatralnie oczyma, a chłopak się zaśmiał.
-To Stefan.-powiedział.
-Może być i Zygfryd, ale nie gadamy teraz o nim.-ucięła.-Więc dowiem się, co cię gryzie?
-Wszystko mi się sypie..-spuścił wzrok na dół. Dziewczyna patrzyła na wszystkie jego najdrobniejsze ruchy, tiki nerwowe. Marszczył czoło, jakby denerwował się tym, co może jej powiedzieć. Przymykał prawe oko tak, jakby raziło go słońce, lecz go nie było. Bawił się listkiem, który leżał tuż obok niego. Nic nie mówił. Trwał w ciszy, a jedyne co ją przerywało to spadający deszcz.-Nie mogę się skupić na skakaniu. Nie wychodzi mi to, a to jest najbardziej dobijające.-wyznał.-Chcę znaleźć moją starą formę, tę która była unormowana i nie musiałem się bać przed skokiem, czy on wyjdzie, czy nie. Boję się siadać na belce, bo od razu zaczynam myśleć, że i tak ten skok mi nie wyjdzie. Że lepiej poddać się na starcie i nie próbować.
-Nie można tak, Gregor.-usłyszał jej cichy, spokojny głos.-Jeśli się poddasz to stracisz wszystko. Nie spróbujesz, więc nie dowiesz się, jak mogło być. Znalazłeś się w pułapce, ale wyjdziesz z tego jeśli sam w siebie uwierzysz. Po prostu odblokuj te wszystkie emocje, które towarzyszyły ci kiedyś podczas skoków i skacz.
-Łatwiej mówić, trudniej zrobić. To nie jest takie proste.. Ja... Moje myśli są skomplikowane.
-Myśli nie mogą być skomplikowane. Myśli mogą być dziwne, gubiące nas, ale nigdy nie skomplikowane. Jeśli będziesz tak o nich mówił to nigdy nie wrócisz do starego skakania.-powiedziała.-Czy jest coś, co sprawia, że nie możesz się odblokować?
-Tak.-powiedział szybko.
-Powiesz mi?-spytała ostrożnie. Położyła dłoń na jego plecach, by w jakiś sposób dodać mu otuchy, a on spojrzał jej prosto w oczy i zaprzeczył. Nie mógł tak po prostu powiedzieć o swojej Sandrze pierwszej lepszej osobie. Bał się tego, że nie wytrzyma. Że uroni łzę, a ta osoba go wyśmieje. Łzy to nie wstyd, ale dla niego wydawało się to dziwne, by płakać przed kimś obcym.-Rozumiem. Szanuję.-poklepała go w plecy.-Muszę się zbierać, robi się późno.-powiedziała wymijająco i chciała wstać, lecz chłopak złapał ją za dłoń.
-Gdzie pójdziesz?
-W sumie to sama nie wiem..-westchnęła.-Anastas od kilku dni jest poza moim zasięgiem, a bez niego boję się spać w noclegowni.-skrzywiła się na samą myśl o tym miejscu, a on się uśmiechnął.
-Wysłuchałaś mnie, więc jestem ci winien przysługę.-powiedział tajemniczo.
-O czym mówisz?
-Zabiorę cię do siebie. Zjesz coś, prześpisz się na normalnym łóżku, dam ci jakieś świeże i suche ubrania.-złapał w palce skrawek jej mokrej bluzy.
-Nie. Nie mogę Gregor.-wyrwała dłoń z jego uścisku i po prostu wstała.-Nie mogę..
-Nie bój się mnie.-kiedy tylko zauważył strach w jej ciemnych oczach, od razu skarcił się w myślach za swoją propozycję.-Nic ci nie zrobię.-szepnął, podchodząc do niej.
-Ale...
-Nie ma żadnego ale. Dam ci dziś dach nad głową, a jeśli będziesz chciała wyjść to po prostu cię puszczę wolno. Nie mam prawa cię zatrzymywać we własnym domu, ale mam prawo ci się jakoś odwdzięczyć za kilka dobrych słów i to robię.-brunetka rozglądała się naokoło, jak gdyby ktoś miał zaraz wyskoczyć i zrobić jej krzywdę. Natomiast skoczek stał spokojnie i wlepiał spojrzenie w jej twarz. Była taka piękna. Taka bezbronna, niewinna.. Zupełnie jak Sandra.
Nie myśl o Sandrze, gdy obok ciebie jest Sophie. Człowieku ogarnij się. Wyłącz myśli o Sandrze i otwórz się na świat.
-A masz kakao?-podniósł wzrok na dziewczynę, która słabo się uśmiechała. Zaśmiał się.
-Mam.-dodał i wystawił w jej kierunku dłoń. Kiedy już ją złapała, to podążyli do jego samochodu i odjechali w stronę domu skoczka.

Wpuściwszy dziewczynę do środka, zapalił światło, a ona stanęła na środku przedpokoju i wpatrywała się we wnętrze mieszkania. Pomimo całego bałaganu, jaki panował, to nie wyglądało na złe. Meble doskonale komponowały się z kolorem ścian. Zasłony podkreślały urok, jaki miał panować w tym miejscu, a zdjęcia dodały charyzmy. Gregor speszył się, gdy zorientował się, że w jego mieszkaniu panuje nieporządek. Przez chwilę chciał zapaść się pod ziemię, lecz dziewczyna widząc to, po prostu się uśmiechnęła i machnęła dłonią.
-Idź do łazienki.-wskazał drzwi naprzeciwko nich.-A ja zaraz przyniosę ci ręcznik i jakieś ubrania.-dodał. Dziewczyna spokojnie podążyła w tamtym kierunku, a on udał się na górę. Otworzył drzwi garderoby, zapalił światło i zaczął rozglądać się za jakimiś rzeczami dla swojej towarzyszki. Natrafił na pudełko, gdzie zapakowane były rzeczy należące do jego Sandry, ale bał się ich ruszać. Bał się dawać ich dziewczynie, bo wtedy całkiem by się rozkleił. Zresztą nie mógłby oglądać nikogo innego w ciuchach, które nosiła blondynka. Nie zniósłby tego bólu. Sięgnął po pierwszą lepszą koszulkę i dobrał do tego jakieś dresy, które na niego były już od dawna za małe, a następnie wyciągnął z szafki fioletowy ręcznik i zszedł na dół. Położył rzeczy na szafce obok drzwi i zapukał do nich.
-Rzeczy są na szafce.-powiedział.-Chcesz to kakao?-uśmiechnął się na samą myśl o tym, jak dziewczyna zbiła go tym pytaniem w parku. Nie dostał odpowiedzi, bo woda spod prysznica zaczęła lecieć strumieniem. Dlatego udał się do kuchni, nastawił mleko, a do kubków nasypał odpowiednią ilość kakao i usiadł na stołku.
No i co Schlierenzauer?
"No i nic."
Nie zwal tego.  Nie przestrasz jej.
"Ona się mnie boi, widzę to. A przecież nie robię nic złego, ani nie stosownego."
Może zapytaj ją delikatnie czemu tak reaguje. Czego to ja zawsze muszę myśleć za ciebie?
"Bo chyba od tego jesteś."
Już się tak nie mądrzyj Schlierenzauer, bo ci mleko zarazy wykipi.
Skoczek podniósł głowę ze stołu i spojrzał w stronę kuchenki, a tam zobaczył ją. Stała i spokojnie zalewała proszek mlekiem. Uśmiechnął się i podszedł do niej.
-Kiedy wyszłaś?-zdziwił się.
-Chwile temu. Nawet pytałam cię, co z tym kakaem, ale nie reagowałeś.-zaśmiała się i odstawiła garnek spowrotem na kuchenkę. Podała mu żółty kubek ze Smerfetką, a sama wzięła ten gdzie był Scooby Doo.-Kubki masz wywalone w kosmos.-chłopak musiał odstawić swój kubek na szafkę, bo tekst dziewczyny kompletnie go rozwalił.-No co? Dorosły facet i kubek ze Scooby Doo?
-Może po prostu lubię tę bajkę, co?-przedrzeźniał ją.
-Może po prostu przyznaj się, że masz dwójkę dzieci, ale na dzisiejszy wieczór sprzedałeś je sąsiadce.-posmutniał, a ona śmiała się w najlepsze. Z początku nie widziała jego miny. Ale gdy zauważyła, to od razu spoważniała. Skoczek biorąc kubek do ręki, udał się do salonu i usiadł na kanapie, a ona zrobiła to samo i usiadła na kanapie po drugiej stronie.-Przepraszam.-powiedziała cicho.
-Za co?
-Uraziłam cię tym tekstem z dziećmi.
-Nie, wcale nie.-wysilił się na słaby uśmiech, choć ona i tak się na niego nie nabrała. By nie dobijać go bardziej, zaczęła rozglądać się po pomieszczeniu. Obserwował ją. Zauważył, gdy jej wzrok skupił się na kominku i zdjęciach nad nim. Dziewczyna z ciekawości wstała i zaczęła przyglądać się im bliżej. Wszędzie był on. On i jakaś blondynka. Blondynka bez niego.
-To twoja dziewczyna?-odwróciła się przodem do niego, a palcem wskazała na wiszące zdjęcia. Nie odpowiedział. Posmutniał jeszcze bardziej.-Opowiesz mi o niej?-usiadła obok chłopaka.
-Może kiedyś....
-Rozumiem, drażliwy temat.
-Po prostu... nie chcę mówić o tym nikomu... nie dziś... nigdy
-Dobra Gregor, to w takim razie dziękuję za kakao.-powiedziała.-Pójdę po swoje ubrania i zaraz mnie nie będzie.
-Obrażasz się na mnie za to, bo nie chcę mówić o swoim życiu i tej dziewczynie?
-Nie. Po prostu widzę, że to ciężko temat dla ciebie, a ja kolejny raz sprawiłam, że posmutniałeś, więc lepiej będzie jak dam ci spokój i sobie pójdę.
-Przestań gadać głupoty.-uśmiechnął się i znów złapał jej kruchą dłoń.-Nie puszczę cię o tej porze. Może przesadzam, ale w nocy po ulicy mogą chodzić zboczeńcy.-parsknął śmiechem i tym razem to ona straciła humor.-Widzę, że ty też masz coś za skórą.-powiedział spokojnie.-Opowiesz mi o tym kiedyś?
-Nie ma o czym, Greg.
Dziewczyna na spokojnie dopiła swoje kakao, a on ciągle starał się ją jakoś zabawić. Jednym słowem, był takim Schlierenzauerem, jak kiedyś. Rozśmieszał ją, wygłupiali się. Dobrze to na nią podziało, bo zapomniała o tym, co przeżyła z Thomasem i, że ciężki los ją teraz spotkał. Nie minęło sporo czasu, gdy zorientował się, że brunetka zasnęła na jego kolanach. Nie mógł powstrzymać się od dotknięcia jej policzków, od pogładzenia jej po włosach. Działało to na niego niczym magnez. Przyciągała go do siebie nawet wtedy, gdy spała. Chłopak trzymając jej głowę, powoli wstał. Następnie wziął ją na ręce i zaniósł na górę do swojego pokoju. Położył ją na swoje łóżko, okrył kołdrą i przysiadł na brzegu niego.
-Dziękuję za ten wieczór..-szepnął głaskając jej ramię, a jedna malutka łezka spłynęła z jego policzka. Skoczek zerknął na nią ostatni raz i wyszedł cicho zamykając drzwi.
Widzisz Gregor, jeśli chcesz to potrafisz być taki, jak kiedyś..
"Wiem."
Był tak padnięty, a zarazem dziwnie szczęśliwy, że szybko zasnął. Nie przeszkadzało mu to, że śpi na niezbyt wygodnej kanapie. Nawet myśli o Sandrze zniknęły. Czy stary Gregor Schlierenzauer powraca do żywych?

***
Nie zanudziłam Was? :(
Miło pisało mi się ten rozdział.
I kurcze.... trudno uwierzyć, że to już 15! Pamiętam, jak jeszcze skupiałam myśli nad 5.. Szybko leci.
Miłego czytania kochani ;)
Pozdrawiam.

piątek, 30 stycznia 2015

Chapter 14.

Nie pozwól, aby złe doświadczenia z przeszłości Cię ograniczały
 i miały zły wpływ na Twoją przyszłość.
*A*
Siedział na niezbyt wygodnej ławce w szatni i czekał nie wiadomo na co. Być może na jakiś transport, bo od zerwania z Sophie nie było takiej osoby, która woziłaby i przyjeżdżała po niego na zawołanie. Skoczek podniósł z podłogi czarną torbę i z telefonem w ręku udał się w stronę drzwi. Już chciał naciskać klamkę, ale do środka wpadł Severin i Markus, którzy podczas dzisiejszego treningu nie spisywali się zbyt dobrze. O sobie śmiał powiedzieć co innego, bo szło mu znakomicie i trener odzyskał chyba wiarę w jego formę. Dodatkowo zapewnił sobie sezon zimowy, którego blisko był nie doświadczyć.
-Wellinger podwieziesz mnie?-zapytał Markus, który usiadł zrezygnowany na ławce i napił się wody mineralnej.
-Nie mam podwózki, sorry.-machnął ręką i złapał za klamkę.
-Ja cię podwiozę.-usłyszał głos Severina. Pomyślał, że to do niego i spojrzał na kolegę, ale ten patrzył na Eisenbichlera.
Ups, ktoś tu jest nielubiany.
 "Zamknij się"
Nie mam takiego zamiaru, gdyż ty beze mnie zginiesz. Zauważ chłopcze, że wszyscy mają cię w dalekim poważaniu i nie zwracają na ciebie uwagi. Wiesz dlaczego? Bo jesteś dokładnie taki sam. Tak samo zachowujesz się wobec innych, że powinieneś zauważać, że odwdzięczają ci się tym samym.
 -A to nie będzie problemem?
-Spoko, mam czas i nic zrobi mi różnicy kilka kilometrów wte, czy wte.-odpowiedział i narzucił na siebie czarny sweter.
-Zabierasz się z nami?
-Przejdę się.-odpowiedział Markusowi i miał zamiar w końcu opuścić szatnię, lecz znieruchomiał, gdy Severin poprosił go na chwilę rozmowy. Zdziwił się, bo od dawna nie rozmawiali. Nawet półsłówek nie zamieniali. To oznaczało albo, że chce dać mu w mordę, albo, że chce się pogodzić. Andreas miał mieszane uczucia, ale zgodził się i poczekał na starszego kolegę. Markus został w szatni, a obaj udali się na podjazd przed budynkiem. Długo między nimi panowała cisza. Ani jeden, ani drugi nie miał odwagi by zacząć rozmowę. Andreas stwierdził, że skoro Severin chciał rozmawiać to do niego należy rozpoczęcie tematu. Natomiast Severin zbierał w sobie siły i układał monolog jaki zamierzał wygłosić. Do tego musiał nad sobą panować, bo miał dobrą okazję, by przyłożyć koledze za wszystko.
-Powiesz coś w końcu?-pierwszy odezwał się poirytowany Wellinger. Spojrzał na niego z wrogością w oczach. Poprawił kurtkę, jakby to było najistotniejsze. Rozejrzał się kilka razy i zaczął mówić.
-Wiesz co Andreas? Kiedyś naprawdę cię lubiłem. Naprawdę.-powiedział.-Zawsze mogłem na ciebie liczyć, kryłem cię w wielu sprawach, pomagałem, pocieszałem..
-Przejdziesz do sedna? W dupie mam jakieś tanie przemówienia.
-Tak? Robi się.
Nie minęła sekunda, kiedy to blondyn został uderzony prosto w nos. Stracenie równowagi wiązało się z tym, że poleciał do tyłu na małe krzaki. Cały czas trzymał się za zakrwawiony nos, a Severin stał i patrzył na swoją dłoń. Nigdy nie przypuszczałby, że jest w stanie uderzyć swojego byłego przyjaciela.
-To za moją siostrę i za to, co z nią zrobiłeś kurwo.-podszedł do młodszego chłopaka i kopnął go w brzuch, po czym przykucnął.-Jeśli okaże się, że nie żyje albo, że cokolwiek jej się stało to skończysz przykryty burzą wiązanek.-spojrzał na niego z taką złością, jakiej nigdy wcześniej nie posiadał i wstał. Jak gdyby nigdy nic zostawił go leżącego na trawniku z krwawiącym nosem. A Andreas? Zaczął skręcać się z bólu i mruczeć niezrozumiałe słowa. Szkoda tylko, że nikt nie był w stanie go usłyszeć.
Pięknie, pięknie. 
Nie spodziewałam się tego, że Severin tak szybko się na tobie pozna. Ja bym ci tą Wellingerową mordkę obiła bardziej, bo naprawdę ci się należy, ale cóż.
Zmądrzej chłopie póki nie jest za późno, bo stracisz wszystko.
I wszystkich...

*S*
Krzątał się po kuchni choć nie było w tym żadnego celu. Po prostu poprawiał wszystkie najmniejsze elementy wystroju, ścierał widoczne zabrudzenia, mył kubki, które i tak były czyste. Starał się zagłuszyć myśli o incydencie, który miał miejsce po treningu. Nie było mu szkoda Andreasa. Zasłużył na to, by cierpieć. W końcu, jak to mówią: zło, które wyrządzasz wraca do ciebie ze zdwojoną siłą. Severin wypuścił wodę ze zlewozmywaka i wytarł ręce w kraciastą ścierkę. Następnie nalał sobie kawy z ekspresu i podszedł do okna. Od kilku dni po głowie chodziły mu tylko myśli związane z Sophie. Jego zachowanie w stosunku do niej nie należało do wzorowych, może nie zachowywał się, jak przystało, ale gdyby wiedział, że to jego malutka siostrzyczka.. Kiedyś, gdy był mały, prosił Boga, by nic jej nie robił. To było tego samego dnia, gdy rodzice powiedzieli o mniemanym uprowadzeniu. Płakał wtedy przez całą noc, bo za nią tęsknił. Co się stało, że z czasem przestał o niej pamiętać?
-Severin.-dobrze znany mu głos ukoił jego rozwiane myśli. Dziewczyna przytuliła go od tyłu i położyła podbródek na ramieniu.-Znów o tym myślisz?
-Nie.-skłamał. Westchnęła i odsunęła się od niego.
-Rozmawiałam dziś z mężem mojej przyjaciółki.-powiedziała.-Masz do niego zadzwonić pod ten numer.-z kieszeni wyjęła małą, białą wizytówkę i podała ją mężczyźnie.-Umów się z nim, zacznij coś działać, bo ja już nie mogę patrzeć, jak codziennie chodzisz struty, bo o tym myślisz.
-Bo to jest trudne.. Caren to jest cholernie trudne.-jęknął. Wizytówka została rzucona na szafkę, a on spowrotem odwrócił się do okna.-Ciężko mi jest z tym, że...
-... że tak ją traktowałeś i, że nic nie zrobiłeś, jak Andreas zrobił z niej nagrodę?
-Dokładnie tak.-pokiwał głową i upił łyk kawy.-Uczucie poczucia winy mnie po prostu przerasta..
-A mnie przerasta patrzenie na ciebie i na to, jak się zamartwiasz. Rusz się i zadzwoń do Daniela, zacznij coś robić, szukaj jej. Musisz kiedyś zapomnieć o swoich wyrzutach sumienia i ruszyć do przodu.
-Łatwo mówić. Stoisz z boku i tylko na to patrzysz, a nie wiesz co przeżywam!-podniósł głos. Biedna Caren spojrzała na niego z przerażeniem, bo pierwszy raz odkąd są ze sobą, on tak szybko się zirytował.-To nie ty po tylu latach dowiadujesz się, że twoja mała siostra żyje, że masz ją tak blisko. To nie ty traktujesz ją, jak najgorszą szmatę, bo rani twojego przyjaciela. To nie ty dziś dałaś mu w mordę, bo zaczyna ci zależeć na własnej siostrze i chcesz w jakiś sposób ją ratować. Więc nie pieprz mi o tym, że mam wykonać jeden głupi telefon i będzie po sprawie, bo nie będzie.-żyły na szyi były widoczne, jak jeszcze nigdy, a on ciągle kontynuował i wyrzucał z siebie słowa, które raniły Caren.-Sophie może siedzieć nie wiadomo gdzie i z kim, być może jest martwa.. To normalne, że się o nią boję!-uderzył dłonią w blat szafki z taką siłą, że szklanki zadygotały, a ona patrzyła przerażona. Niemiec obrzucił ją zimnym spojrzeniem i po prostu wyszedł. Dziewczyna nie wierząc w to co miało miejsce chwile temu, pokręciła głową i usiadła na krześle. Długo trawiła te wszystkie słowa, które padły z jego ust. To bolało. Starała się go zrozumieć, ale on nie rozumiał tego, że przez te wszystkie sprawy ich związek się rozpada. Podparła dłońmi twarz i cicho zaczęła łkać. Natomiast skoczek poszedł do ich sypialni i usiadł na łóżku. Tysięczny raz zaczął przeglądać zdjęcia ze skrzynki i tysięczny raz czytał list, który wszystko wyjaśnił.

*A*
-Niech się pan nie rusza.-powiedziała pielęgniarka w dość podeszłym wieku i przyłożyła mu do nosa wacik nasączony wodą utlenioną.-Miał pan szczęście, bo raczej nie jest złamany.-dodała. Odetchnął z ulgą. Gdyby teraz załatwił sobie nos to po pierwsze trener nie darowałby mu tego, Severin cieszyłby się z braku jego obecności, a po drugie jego wygląd uległby pogorszeniu.-Proszę to przytrzymać. No wszystko mam za pana robić?-delikatnie strzeliła go w głowę i obeszła siedzenie na którym siedział.-Imię i nazwisko.-wyciągnęła kartkę na której nabazgrała nazwę tabletek i spojrzała na niego.
-Od kiedy przeciwbólowe są na receptę?-zdziwił się.
-U mnie od zawsze. Jak się pan nie zna na medycynie to niech pan nie komentuje. Imię i nazwisko proszę.
-Andreas Wellinger.-odpowiedział. Syknął, ponieważ uraził się w bolący nos.
-Jak ja mogłam pana nie poznać!-niemalże wyskoczyła zza biurka z tej ekscytacji.-Moja wnuczka pana uwielbia!-jej szeroki uśmiech na twarzy ukazał kilka krzywych i brakujących zębów.
Au, to takie pielęgniarki jeszcze istnieją?
-Tak? Super. Cieszę się.-wybełkotał ponownie przykładając wacik.
-Machnie mi tu pan autograf?-podstawiła mu, dosłownie, pod nos notes i długopis. Wyciągnął rękę, machnął szybki, koślawy podpis i przymusowo się uśmiechnął.
-Henry nie uwierzy.-powiedziała pod nosem.
-Pani wnuczka ma na imię Henry?
-Powiedziałam Henry? O jejku.-zakryła usta dłonią.-Zupełnie nie wiem czemu.-starała się obrócić to w żart.-Ale wie pan co?
-Nie wiem. Ale wiem, że pani mi zaraz powie.-powiedział, po czym strzelił nieziemski uśmiech, a kobieta dostała prawie palpitacji serca.
-Moja wnuczka nie obraziłaby się za pański numer telefonu.-jeśli chciała zamrugać uwodzicielsko to stanowczo jej to nie wychodziło. Andreas siedział trochę skrępowany, bo pierwszy raz w życiu miał styczność z dziwną pielęgniarką. I jej wymyśloną wnuczką, której zapewne nie ma.
Tak kretynie, leci na twój wdzięk, powab i wszystkie inne walory.
 -Ja....-zmieszał się.-Ja muszę już iść, bo pociąg mi ucieknie zaraz.-wstał z krzesła, zabrał kurtkę pod pachę i od nowa przyłożył wacik.-Proszę wnuczkę pozdrowić.-puścił jej oczko i wyszedł stamtąd szybciej niż wszedł. Kurtkę założył już na zewnątrz, wacik rzucił do kosza i odpalił papierosa.
Powinieneś z tym skończyć. Inaczej kiedyś nie złapiesz powietrza w locie przez zadymione płuca i pierdykniesz na zeskok.
-Zamknij się.-mruknął.
Dobra, powiedz od razu, że to twój jedyny przyjaciel prócz mnie i wszystko będzie jasne.
No mów.
No powiedz to, no.
A to nie.
Będziesz coś chciał.
"Nawet jak nic nie chcę to i tak się odnajdziesz."
Taki mój urok. Jestem taka, jak ty. Jestem tam, gdzie mnie nie chcą..
Chłopak rzucił niedopalonego papierosa pod nogi i go zdeptał. Następnie dopiął kurtkę i ruszył przed siebie. A raczej w stronę domu, bo nie miał przy sobie pieniędzy na drugą taksówkę.

*G*
Wróciwszy do domu, od razu rozpakował zakupione produkty i schował je do lodówki. Potem rozebrał się z kurtki oraz butów i usiadł na fotelu. Najpierw spojrzał na kominek, który od dłuższego czasu stał nie ruszany, a potem na zdjęcia wiszące nad nim. Co do kominka to nie rozpalał w nim, bo miał za dużo wspomnień. Kiedyś z Sandrą przesiadywali tu przed nim niemal codziennie. Teraz to nie miało sensu. Wraz z ogniem, który zgasł w jego sercu, zgasł też ogień, który był w kominku. Na zdjęciach była ona. On też, ale to w mniejszości. Uwielbiał ją fotografować. Była taka piękna, że dość często była jego muzą. Szkoda, że po tym wszystkim zostały tylko zdjęcia.. I głęboka rana w jego schlierenzauerowym serduszku. Gregor postanowił, że weźmie prysznic i położy się do snu. Takie zajęcia miał do roboty, ale nie narzekał. Przynajmniej się wysypiał i miał czas na głębsze sentencje. Wziął czystą bieliznę, dresy i koszulkę, i udał się do łazienki. Szybko pozbył się ubrań, otworzył szafkę, by sięgnąć po nowy żel pod prysznic i wtedy znów to wpadło. Za każdym razem, kiedy wyjmował z szafki perfumy, dezodorant, czy chociażby żel, to wypadał z niej srebrny łańcuszek. Kupił go jej, gdy obchodzili pierwszą rocznicę swojego związku. Na przodzie serduszka wygrawerowane były pierwsze litery ich imion. Zaś na tyle była data, kiedy się poznali. Ścisnął go w dłoni i przymknął oczy, by łzy nie wypłynęły chociaż dziś. Czy się udało? Nie. Przez zamazany obraz lustrował wisiorek. Pamiętał czasy, jak zapinał go na jej smukłej szyi. Jak potem ją w nią całował. Jak ona się wtedy melodyjnie śmiała..
Odłóż go na miejsce. Gregor, co było już nie wróci..
 Słone łzy skapywały na jasne podłogowe płytki. Oparł się o umywalkę i zacisnął powieki.
Gregor, proszę cię.. To przeszłość. Przeszłość męczy, jak cholera, ale trzeba żyć tym co jest. Zauważ, że gdybyś tylko chciał to szybko znajdziesz dziewczynę, która da ci szczęście. Jeśli tylko się otworzysz i będziesz starym Gregorem to pójdzie, jak z płatka. Nie możesz żyć w wiecznym celibacie, bo straciłeś Sandrę. Okey to boli. To cholernie podła sprawa, która rani i mocno boli, lecz musisz dać radę. Życie jest jak skocznia, nie dowiesz się, jak się na niej upada dopóki tego nie zrobisz. Upadłeś już raz, teraz musisz się wzbić. Pokaż, że potrafisz, że stać cię na to. Udowodnij to sobie i swojemu sercu.
-Moje serce ciągle kocha Sandrę.-wyszeptał, a zaciśnięty w pięści wisiorek przyłożył do serca.

https://40.media.tumblr.com/6dcda49d06c3ed158333653105e5b24a/tumblr_n00rqnpOei1t05d5ro1_500.jpg

***
Hej, hej :)
Nareszcie ferie.. mega się cieszę :D
Kolejny rozdział powinien pojawić się już w niedzielę.
Udanych ferii życzę tym, którzy od dzis je zaczynają <3 
Teraz lecę włączać TVP 1 i czekam na skoki w Willingen, trzymamy kciuki za naszych Polaków i oczywiście Austriaków! :)
Pozdrawiam.